Krótka historia o pewnej kulturze organizacyjnej.
Jim Wood był najlepszym pilotem ze swojej klasy, kiedy ukończył szkolenie na pierwszego oficera. Jego pierwsza podróż liniowa w legendarnych liniach Pan Am została zaplanowana z jednym z Najstarszych i Najważniejszych – kapitanem o nazwisku Lou Cogliani. Do Honolulu i z powrotem.
Wood pojawił się w kokpicie półtorej godziny wcześniej. Buty miał wypastowane, a złote paski na jego rękawach świeciły jak neony. Był przygotowany, aby uczyć się latania od Starego Mistrza.
Sir – powiedział – jestem Jim Wood, pański pierwszy oficer.
Kapitan Lou Cogliani spojrzał na niego protekcjonalnie.
– Jak długo latasz, młody?
– Dziesięć lat, wliczając w to Siły Powietrzne i…
– Nieważne. Jak długo jesteś w Pan Am?
– Jestem nowy. Właśnie skończyłem szkolenie.
Cogliani nie był zadowolony. Zajrzał w dokumenty dotyczące lotu do Honolulu, ignorując swojego nowego drugiego pilota.
Wystartowali. Cogliani wciąż nie rozmawiał z Woodem, poza poleceniem mu przeczytania listy kontrolnej.
Wood obserwował, jak „Stary Mistrz” pilotuje Boeinga 707. Zauważył, że kapitan Cogliani operował samolotem jak niedźwiedź piłką plażową. Trzymał wolant obiema rękami, a na jego napiętych przedramionach widać było pulsujące żyły. Szarpał, popychał i targał protestującym 707 aż do wysokości 35.000 stóp.
Wood spojrzał na inżyniera lotu. Inżynier skinął głową i przewrócił oczami.
Wood był zdezorientowany. Cogliani był jakoby podniebnym bogiem. Był jedną z tych legend, do których Wood najbardziej chciał się kiedyś upodobnić. Miał być Bohaterem.
Zbliżając się do Honolulu, Cogliani zbyt późno zaczął schodzić z wysokości, ignorując przypomnienia Wooda o szybko zmniejszającej się odległości od lotniska. Byli zbyt wysoko, by planowo podejść do lądowania. Musieli długo krążyć, by wytracić wysokość.
1.500 stóp nad lotniskiem, kapitan wciąż nie wezwał do opuszczenia podwozia. Wood milczał.
1.000 stóp. Wciąż bez podwozia.
Na wysokości 600 stóp Wood nie mógł już dłużej wytrzymać.
– Czy chce pan, żeby podwozie było opuszczone, kapitanie?
Cogliani spojrzał na niego i warknął.
– Podwozie? Powiem ci, kiedy będę chciał mieć opuszczone podwozie.
Dwie i pół sekundy później, z wielkim autorytetem, rzekł:
– Podwozie w dół!
Nikt, nawet nowy pracownik – taki jak Jim Wood, nie ośmieliłby się zasugerować, że kapitan – mistrz nad mistrzami – mógł zapomnieć opuścić podwozie. Zamiast tego Wood zrobił coś głupszego. Roześmiał się.
Trzy dni później Wood otrzymał lekcję protokołu Pan Am.
Szef – mężczyzna o pociągłej twarzy, który powitał klasę Wooda w liniach Pan Am, spojrzał na młodego człowieka znad okularów.
– Czy chcesz zachować swoją pracę, synu?
– Tak, proszę pana.
– Więc dobrze ci radzę. Będziesz podnosił i opuszczał podwozie kapitana na rozkaz i trzymał swoją impertynencką gębę na kłódkę. Jasne?
– Tak, sir.
– Dobrze. Wynoś się stąd.
Kapitan Lou Cogliani pozostał sobą. Zginął w katastrofie pilotowanego przez siebie samolotu Pan Am na Filipinach w 1971 r.
Kategorie
Kultura organizacyjna