Do napisania tego wpisu zainspirował mnie artykuł w gazecie zapowiadający, że najskuteczniejszy i zarazem najtańszy przemysłowy test na COVID-19 będzie miał cztery nogi i będzie wymachiwał ogonem.
Psi węch jest jednym z cudów natury. Z 300 milionami receptorów węchowych psy są w stanie wyczuwać w naszym ciele komórki rakowe, zarodźca malarii oraz cukrzycę, ale jak widać ich umiejętności tu się nie kończą. Ich zdolności do wykrywania kontrabandy są oczywiście znane i bardzo cenione, podobnie jak zdolności myśliwskie. Ale psy, jak się okazuje, są w stanie wyczuwać w naszym ciele również bardzo, bardzo małych intruzów – choć nie ma jeszcze całkowitej pewności, że będą w stanie bezbłędnie odróżnić zakażenie koronawirusem od zarażenia grypą oraz jak ustosunkują się do ludzi świeżo szczepionych. Badania wskazują jednak, że ich skuteczność w wyczuwaniu chorych sięga natomiast od 80 do 95%.
Tak czy inaczej – jeden wytrenowany pies będzie w stanie fachowo obwąchać na lotnisku na okoliczność COVID-19 od 250 do 300 osób dziennie, co będzie kosztować podatników 1,20 dolara za osobę. To nic w porównaniu do medycznego testu kosztującego kilkadziesiąt razy więcej i którego wykonanie trwa wieki.
Po raz kolejny okazuje się, że w zastępowaniu zwierzęcych umiejętności (oraz surowców pochodzenia zwierzęcego, jak wełna czy mleko) syntetykami i sztucznymi substytutami jesteśmy do niczego.
Psi węch przewyższa nasz o 10 do 100 tysięcy razy. Ich nosy są większe niż nasze i działają inaczej – zatrzymując i separując część wciąganego powietrza do dalszej analizy. Ale to co je różni szczególnie, to obszar mózgu wyspecjalizowany w tej analizie – 40 razy większy niż jego odpowiednik u ludzi.
Psy wyczuwają pojedyncze cząsteczki zapachu wśród bilionów innych cząsteczek. W książce „Oczami psa. Co psy widzą, czują i wiedzą” (Inside of a Dog: What Dogs See, Smell, and Know) Alexandra Horowitz podaje, że tak jak niektórzy z nas są w stanie przy odrobinie skupienia wyczuć nosem łyżeczkę cukru wsypaną do małej filiżanki kawy, tak przeciętny pies wyczułby bez trudu taką samą porcję cukru wsypaną do wody o objętości dwóch basenów olimpijskich. Naprawdę.
A gdyby nagroda była odpowiednio smaczna, wyczułby jedno zgniłe jabłko w dwóch milionach skrzynek z 300 owocami każda.
To co fascynuje jeszcze bardziej, to zdolność psów do zapamiętywania zapachów oraz ich separacji i koncentracji na jednym wybranym spośród milionów bodźców. Psy nie tylko bezbłędnie wyczuwają pojedyncze zapachy, ale także świetnie je niuansują – niebywałe zdolności psy tropicieli polegają na wyczuwaniu subtelnych różnic w mocy zapachu – ślad zostawiony nawet godzinę temu, ale jedynie sekundę przed następnym, pachnie już delikatnie słabiej. Wiadomo zatem w którym kierunku należy tropić. A trzeba przy tym jeszcze oddzielić miliony innych zapachów i bodźców uderzających w nozdrza w środku szumiącego lasu.
Psy nie są oczywiście jedynymi zwierzętami gospodarskimi o doskonałym węchu. Świnie mają węch 2 tysiące bardziej czuły niż nasz i potrafią wyczuć interesujące je smakołyki znajdujące się nawet 8 metrów pod ziemią. Jest to zresztą ich ulubione zajęcie (mają także dwa razy więcej kubków smakowych niż my) – szansę na dobre jedzenie wyczują z odległości nawet 10 kilometrów. Dobrze wytrenowana świnka byłaby równie skuteczna jak pies w poszukiwaniu narkotyków i przypadki takiej służby są znane w historii policji . Ale mając na uwadze, że dorosła świnia domowa może ważyć ponad 200 kilogramów, byłoby to jak przyjście na strzelnicę z bazooką.
Świnie są większe niż psy, więc liczba receptorów węchowych w ich nosach potrafi być również wyższa. Idąc tym tropem łatwo zgadnąć, jakie zwierze ma najlepszy węch ze wszystkich. To słoń.
Ale zdziwi Was być może fakt, że najbardziej spektakularne wyczyny z kategorii „węch” należą do… ryb. Woda jak się okazuje także jest pełna zapachów.
Wszystkie węgorze rozmnażają się tylko w jednym miejscu na świecie – w Morzu Sargassowym na Atlantyku, w okolicy Bermudów. Podróż tam z rzek Europy zajmuje im półtora roku. Po dotarciu na miejsce, na głębokości 400-1000 metrów odbywają tarło i giną, a małe larwy węgorzy ruszają w 2-3 letnią wędrówkę w odwrotnym kierunku. Ich węch i zmysł nawigacji są tak doskonałe, że pod koniec swojego życia, po kilku-kilkunastu latach odtworzą zapach przebytej drogi i wrócą na tarło jak po sznurku. Tak jak ich przodkowie.
Mając na uwadze, jak ważny jest dla zwierząt zmysł węchu, dziwić może niska waga, jaką przypisują mu ludzie. Jak ironizuje Bill Bryson w książce „Ciało. Instrukcja dla użytkownika” (The Body: A Guide for Occupants) – istnieją badania społeczne wskazujące, że chętniej pozbylibyśmy się zmysłu węchu niż naszego ulubionego urządzenia mobilnego.
Byłby to oczywiście błąd.
Tak czy inaczej, o wzroku napisano dziesiątki tysięcy prac naukowych. O węchu – zaledwie kilkaset. Nie jest to również nasz najlepszy zmysł – liczba receptorów węchowych w naszym nosie to tylko 5-6 milionów (przy 300 milionach, jak się rzekło, u naszych psich kompanów).
Niemniej bez węchu nie bylibyśmy sobą. Każdy, kto stracił nawet przejściowo węch w wyniku choroby wie, że wówczas i czekolada smakuje jak papier toaletowy. Co ciekawe, zapachy przetwarzane są w naszych mózgach inaczej niż inne wrażenia – odpowiedzialna za to jest części bliska hipokampowi i ośrodkowi wspomnień. To dlatego zapachy znanych, ale dawno nieodwiedzonych miejsc przywołują u nas tak silne wspomnienia.
Nigdy nie utracimy trwale smaku, bo odpowiadają za niego 3 różne nerwy, mamy tu zatem solidny backup. Ale węch już tak – można go utracić trwale w wyniku chorób układu oddechowego, depresji, nadchodzącej choroby Alzheimera, lub zwykłej kontuzji głowy.
Na szczęście utratę wrażeń węchowych i związaną z tą utratę radości życia można łatwo naprawić.
Kupując sobie psa.