Kategorie
Punkt widzenia Styl życia

Optymizm

Peter Lynch, legendarny inwestor i były manager funduszu Fidelity Magellan często ironizuje, że kursy akcji rosną na „ścianie strachu”, a duże spadki najczęściej mają miejsce w poniedziałki (czego dowodzi choćby Czarny poniedziałek z 1987 roku). Wynika to stąd, że podczas weekendowej przerwy w notowaniach inwestorzy mają czas, aby stać się wytrawnymi „ekonomistami” i trochę się pomartwić. A następnie zmartwienia te w pośpiechu przekuwają w czyny w najbliższym dniu handlu (sprzedając). Ostatecznie, jak mówi znane powiedzenie, argumenty giełdowych niedźwiedzi brzmią zawsze bardziej racjonalnie i przekonująco.

Tymczasem, jak dowodzi Lynch, wielokrotnie więcej pieniędzy zostało utraconych przy próbie przewidzenia ruchów rynków (timing the market), niż podczas rzeczywistych krachów. Stąd jego radą jest nie przejmować się nimi i skupić się na działaniu – wybraniu dobrych akcji i trzymaniu ich tak długo, jak stojące za nimi fundamenty (posługując się jego słowami – story) pozostają dobre.

Lynch wie co mówi, a jego podejście do inwestowania jest chyba najbliższe zwykłemu człowiekowi – twierdzi on nawet, że przeciętny inwestor ma większe szanse odnieść sukces niż dowolny zarządzający funduszem inwestycyjnym, czy inny makler działający na zlecenie klientów i pod presją wyników. Dlaczego tak jest wyjaśnia w swoich książkach, do których jeszcze wrócimy w innym miejscu. O jednej z nich wspominałem we wpisie „Procent składany”.

Można z tego wysnuć bardziej ogólną tezę – niepokój i obawy towarzyszą nam na co dzień, a większość z nich jest niesłuszna lub po prostu niepotrzebna.

Liczba przypadków chronicznego, chorobliwego niepokoju (anxiety) rośnie, wraz z różnego rodzaju fobiami, depresją i uzależnieniami. Przykro na to patrzeć, tego słuchać, o tym czytać i samemu to przeżywać – rzadziej lub częściej, nie ma ludzi zupełnie wolnych od zmartwień. Tymczasem większość rzeczy, o które się martwimy nigdy się nam nie przydarzy. A jeśli w końcu się przydarzy, to cóż? Będziemy musieli sobie z nimi poradzić.

A nawet jeśli sobie nie poradzimy to zmierzymy się z tym strachem wówczas, gdy przyjdzie na to czas i nie będziemy musieli przeżywać go dwukrotnie. Przypomniała mi się w tym miejscu znana scena z „Ojca Chrzestnego” (The Godfather) Mario Puzo, gdy Santino „Sonny” Corleone, syn Vita, wiecznie nerwowy, zapalczywy, agresywny i neurotyczny zostaje w końcu sprowokowany i wciągnięty w zasadzkę. Nagle orientuje się, że zaraz zginie. „I wte­dy, w ułam­ku se­kun­dy, za­nim co­kol­wiek się sta­ło, San­ti­no Cor­le­one po­jął, że już jest po nim. I w owej chwi­li umysł jego był kla­row­ny, wy­zby­ty wszel­kiej gwał­tow­no­ści, tak jak­by uta­jo­ny strach, na­resz­cie re­al­ny i obec­ny, oczy­ścił go”. Przyznasz chyba, że nie jest wesoło odzyskać spokój dopiero w momencie nadchodzącej śmierci.

I dlatego właśnie martwienie się jest bezcelowe. Krachy na rynkach prędzej czy później wystąpią – to jest pewne. Niektóre inne nieszczęścia, które sobie wyobrażasz również, ale nie jesteś w stanie przewidzieć kiedy, a nawet czy w ogóle to nastąpi. A kiedy przygotujesz się na powódź, Bóg ześle gradobicie.

Pewne jest tylko to, że jak Sonny i Ty kiedyś umrzesz. I ludzie dookoła Ciebie również. Co akurat zdaniem Steve Jobsa jest najlepszym wynalazkiem natury, ponieważ powinno uwolnić Cię od myśli, że masz coś w życiu do stracenia. Memento mori nie jest zresztą przecież jego wynalazkiem.

Winston Churchill mawiał, że nie chciałby być starcem na łożu śmierci, który stwierdzi, że przeżył wiele trudności, z których większość nigdy się nie wydarzyła. Twierdził zatem całe życie, pomimo gnębiących i go nawrotów depresji (którą nazwał swoim czarnym psem), że jest optymistą, ponieważ nie widzi wielkiego pożytku z bycia kimś innym.

Niektórzy psychologowie radzą, że jeśli chcemy i lubimy trochę się pomartwić, to warto to zaplanować i wyznaczyć na ten cel określony punkt dnia. „Martwię się dziś o 15:00” – powiedz sobie, a na pewno znajdziesz w tym czasie lepsze rzeczy do roboty.

Nie martw się zatem przesadnie i bezproduktywnie i bądź optymistą. Optymista twierdzi w końcu, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów.

I nawet pesymista obawia się, że to prawda.