Malcolm Gladwell opisał kiedyś ciekawą historię oficera straży pożarnej z Cleveland, który został wezwany do pozornie zwyczajnego pożaru jednopiętrowego budynku w dzielnicy domów jednorodzinnych. Źródło ognia miało być według zgłoszenia ulokowane w kuchni. Strażacy zadziałali zgodnie z rutyną – wyważyli drzwi, weszli do środka, rozwinęli wąż i zaczęli gasić ogień.
I wtedy stało się coś dziwnego – ogień nie zgasł. Spróbowali więc raz jeszcze – także bez skutku.
Skonfundowany zespół wycofał się do centralnego pomieszczenia, aby omówić sprawę i strategię działania i wtedy ich dowódcę tknęła nagła, alarmująca myśl – „coś tu jest nie tak”. Idąc za tym instynktem kazał oddziałowi natychmiast opuścić budynek. Sekundy po tym, jak to zrobili podłoga domu zawaliła się i cały budynek runął zmieniając się w bezładną masę. Ogień okazał się płonąć w piwnicy.
Przepytywany potem dowódca twierdził, że ma najwyraźniej taki dar, rodzaj szóstego zmysłu, który przez lata służby kilkukrotnie już ratował go z niebezpiecznych sytuacji. Stał się nawet z tego powodu wyjątkowo przesądny.
Ale kiedy zaczęto zadawać mu odpowiednie pytania szybko okazało się, że to, co zadziałało jak parapsychologiczny impuls było niczym innym, jak szybką, chłodną, racjonalną obserwacją i analizą faktów, popartą wieloletnim doświadczeniem. Zakończoną podjęciem zdecydowanej i dobrej decyzji. Ogień nie zachowywał się tak, jak powinien. Nie reagował na polewanie wodą. W pomieszczeniu było wyjątkowo gorąco, goręcej niż wskazywałby na to rozmiar widocznego pożaru. A clue polegało na dostrzeżeniu tego, czego nie było widać – w pomieszczeniu było cicho, ogień nie wydawał żadnych dźwięków, pomimo panującej wokół bardzo wysokiej temperatury.
Strażak w ferworze pracy nie dokonał żadnej z tych obserwacji świadomie, ale jego doświadczony umysł uporządkował chaos i połączył fakty za niego. Ogień nie reagował na wodę, bo jego źródło było gdzie indziej. Nie wydawał dzięków, bo był tłumiony przez podłogę. Było gorąco, bo pomieszczenie było podgrzewane od spodu. Krótko mówiąc – „nie ma co czekać, trzeba uciekać”.
Taką zdolność do intuicyjnej analizy faktów na podstawie niepełnych i zdawkowych informacji określa się w psychologii jako „thin-slicing”. Myśle, że każdy, kto ma duże doświadczenie w jakiejś dziedzinie (zawodowej lub nie) doświadczył tego nie raz.
W mojej dziedzinie, po wielu latach praktyki i tysiącach projektów, często już szybkie spojrzenie na sprawę, na stan faktyczny, na nowy czy projektowany przepis pozwala połączyć fakty, znaleźć schemat i stwierdzić gdzie jest (lub może być) problem. Gdzie jest istota sprawy do rozwiązania, gdzie mogą powstać potencjalnie negatywne skutki, ale i gdzie leżą szanse. Jest zaskakujące, jak często i jak dobrze sprawdza się to potem w praktyce i jak często pogłębiona analiza potwierdza następnie większość tych pierwszych, instynktownych jakoby obserwacji i wniosków.
Instynkt to bowiem nic innego, jak pochodna doświadczenia, którego nie warto ignorować.
Kategorie
Intuicja