George Daniels został wcielony do armii brytyjskiej w 1944 r., a kiedy ją opuścił 3 lata później, 50 funtów odprawy wydał na najlepsze narzędzia, aby poświęcić się swojej amatorskiej pasji – naprawie i renowacji zegarków.
Swoje zainteresowanie odkrył bardzo młodo – w wieku 6 lat dwukrotnie rozłożył i (co jest raczej nietypowe u dzieci) złożył ponownie domowy zegar.
Kiedy już zabrał się do sprawy poważnie szybko zorientował się jednak, że jego umiejętności nie są wystarczające, zapisał się więc na zegarmistrzowski kurs wieczorowy. Po 3 latach i nagrodach za wybitne prace wiedział już, że ma talent do tego rzemiosła. Teraz pozostawało wykazać się w praktyce.
Daniels, urodzony w 1926 r. był od młodości biedny jak kościelna mysz, ale poza naturalnym talentem i pasją do zegarkowego rzemiosła miał także zdolność do naprawdę ciężkiej pracy. Po 10 latach terminowania otworzył w 1960 r. w Londynie swój pierwszy własny warsztat. Specjalizował się przede wszystkich w naprawie i renowacji zegarków Brequeta – naprawił ich w ciągu kilku lat ponad 400, robiąc przy tym zdjęcia i szczegółowe ilustrowane notatki. Kiedyś miała powstać z tego klasyczna książka (Art of Brequet. Watchmaking), ale póki co na horyzoncie pojawiła się nowa technologia, która miała uczynić tradycyjnych zegarmistrzów pokroju Danielsa zupełnie niepotrzebnymi.
Jednak w okresie, kiedy reszta świata zaczęła interesować się przystępną cenowo technologią kwarcową, a tradycyjny szwajcarski przemysł zegarmistrzowski ugiął się pod ciężarem największego od lat kryzysu, Daniels jakby na przekór trendom samodzielnie zapoczątkował renesans zegarków mechanicznych.
Mówi się na wpół żartobliwie, że o ile wojna kreuje innowacje, o tyle czasy pokoju nie przynoszą żadnego postępu. Złośliwi twierdzili więc, że neutralni Szwajcarzy przez 500 lat pokoju i przykładnej demokracji wynaleźli i dali światu jedynie zegar z kukułką. Daniels wiedział lepiej, ale szybko dostrzegł, że klasyczny wychwyt kotwicowy wynaleziony przez Thomasa Mudge’a w 1754 r. (i stosowany do dziś w wielu zegarkach mechanicznych) ma istotną wadę utrudniającą osiągnięcie dokładności godnej prawdziwego chronografu – tarcie między poszczególnymi elementami.
W 1976 r. po trzech latach prób i błędów George Daniels opatentował własny mechanizm, który miał stać się największym przełomem w najnowszej historii zegarmistrzowskiej oraz przynieść jego twórcy status legendy – wychwyt współosiowy Co-Axial.
Wychwyt współosiowy eliminuje wady pojedynczego koła wspomnianego już wychwytu kotwicowego poprzez wykorzystanie dwóch kół, ułożonych jedno nad drugim. Duże koło przekazuje impuls bezpośrednio do osi balansu i służy do blokowania obu kół po impulsie. Małe koło przekazuje impuls do palet kotwicy. Co istotne, napęd ten teoretycznie nie wymaga smarowania, zwiększając tym samym zachowanie precyzji chodu przez duszy czas.
Przełomowy pomysł Danielsa miała w przyszłości podchwycić Omega, która szukając w latach 90-tych XX wieku sposobu na zwiększenie sprzedaży (poza czystym marketingiem w stylu bondowskim) jako pierwsza zastosowała ten mechanizm w produkcji masowej w modelu De Ville w 1999 r. Zasadę działania tego mechanizmu na tle innych Daniels opisał w książce The Practical Watch Escapement.
Poza przełomowymi innowacjami konstruktorskimi, w trakcie swojej kariery Daniels stworzył własnoręcznie (nie licząc prototypów) 37 czasomierzy. Każdy z nich był dziełem sztuki tworzonym w całości in-house i na każdy poświęcił co najmniej 2.500 godzin pracy. Stworzenie niektórych zajęło mu ponad rok. Większość to zegarki kieszonkowe, które lubił najbardziej i które pomimo zewnętrznej prostoty pozwalały na umieszczenie w mechanizmie najróżniejszych funkcji (tzw. komplikacji), ale kiedy Danielsa podpuszczano, że jego wychwyt koaksjalny nie nadaje się do mniejszych z natury rzeczy zegarków na rękę, szybko zabrał się za stworzenie odpowiedniego modelu.
Jak twierdził na pewnym etapie swojego życia, w obliczu sławy, fortuny i sukcesów (otrzymał od Elżbiety II Order Imperium Brytyjskiego), nie konstruował już zegarków, aby je sprzedawać, lecz dla własnej przyjemności. Niemniej na każdy z nich cierpliwie czekał już nabywca. Bez względu na cenę.
O życiu i rzemiośle Georga Danielsa opowiada szerzej książka Michaela Clerizo – George Daniels: A Master Watchmaker & His Art.
Daniels zmarł w 2011 r. Można spokojnie zakładać, że gdyby doczekał dzisiejszej ofensywy smartwatchy to pewnie skwitowałby ten trend tak samo, jak komentował rozkwit zegarków kwarcowych. Chwaląc dokładność zegarków elektronicznych dodałby słusznie, że zawsze istnieć będzie pewna wyrobiona grupa odbiorców, dla których nie jest istotna dokładność zegarka liczona w ułamkach sekund i przedziwne funkcje, ale jego elegancja, prestiż oraz jakość i uroda mechanizmy mechanicznego – będąca rezultatem setek lat rozwoju rzemiosła zegarmistrzowskiego.
Oraz uczucia wkładanego przez mistrzów takich jak Daniels (w tym również projektantów wysokiej klasy produktów seryjnych) w ich dzieła.