Hasło motywacyjne głosi, że „W taki zwykły dzień Marco Polo wyruszył do Chin. A jakie są Twoje plany na dziś?”
Genua rok 1298, pisarz tanich romansów Rustichello siedzi w jednej celi z wziętym w niewolę po przegranej bitwie morskiej Wenecjaninem Marco Polo. Z ich wielogodzinnych rozmów rodzi się książka, która wciąż zadziwia czytelników 700 lat później – „Opisanie świata”.
Ojciec i wuj Marco Polo handlowali na Krymie i myśleli o ekspansji dalej na wschód. Podróżując po bliskim i dalszym wschodzie na 3 lata utknęli w zamieszkach w Bucharze, zanim wizytujący mongolski ambasador nie zabrał ich ze sobą do Pekinu, gdzie rządził wówczas Kubilaj-chan, wnuk Czyngis-chana. Starsi bracia Polo sprzedali się na chińskim dworze tak dobrze, że dostali misję udania się w imieniu chana z powrotem do Europy – do rzymskiego papieża z pokojowym przesłaniem. Marco miał 15 lat, gdy jego krewni powrócili do Wenecji.
Dwa lata później wyruszył z nimi w podróż powrotną do Chin. 4 lata i 9.000 km dalej, gdy dotarli do celu podróży Marco dopiero się rozkręcał. To z jego łącznie 23-letniej wędrówki na Daleki Wschód zrodziła się ta fascynująca historia.
Niedaleko pada jabłko od jabłoni – Chan polubił Marco Polo tak bardzo, że uczynił go prominentnym członkiem własnej administracji – wysyłając go do wszystkich sąsiadujących krajów, o których w Europie nie wiedziano w zasadzie nic. A okazały się one nie mniej rozwinięte niż Zachód. Polo opisał salę cesarską na 6.000 osób, ekspansywny system handlu, przy którym Wenecja okazała się mikrusem i pocztę, która dostarczała w jeden dzień przesyłki na odległość 200 km. No i pierwszy na świecie papierowy pieniądz.
Marco Polo wrócił do domu w 1295 r., jego opowieści spisano jak się rzekło 3 lata później i stały się one z miejsca fenomenem. Opisano w nich świat tajemniczy, rozwinięty i bogaty, który w jakiś nieodgadniony sposób powstał poza zasięgiem cywilizacji zachodu i chrześcijaństwa.
A jak sam twierdził, nie opowiedział nawet połowy tego co widział.
Krytycy znaleźli jednak w jego opowieści osobliwe luki – nie ma w nich nic o Wielkim Murze, herbacie, czy chińskiej kaligrafii. Czy Marco Polo naprawdę był tam, gdzie twierdził, że był – czy też są to jedynie atrakcyjne wymysły pisarza tanich romansów zasłyszane na weneckim targu?
Tak czy inaczej, jeśli coś tam było prawdziwe to inspiracja. Kiedy w 1492 r. Krzysztof Kolumb wyruszył – jak mu się wydawało – do Chin i Indii nową drogą zachodnią, miał przy sobie własną mocno zapisaną notatkami wersję tej właśnie książki.