Daniel Kahneman i Amos Tversky w swoim artykule z 1979 roku o subiektywnym podejściu do oceny prawdopodobieństwa użyli po raz pierwszy terminu „awersja do ryzyka” (loss aversion). Efekty ich badań wykazały, że dla statystycznego człowieka strata jest ponad dwa razy bardziej bolesna niż zysk.
Sprawa ma niewątpliwie podłoże ewolucyjne – najnowsze badania wskazują, że wszyscy wywodzimy się od niewielkiej garstki ludzi, która przeżyła wybuch superwulkanu Toba około 75 tysięcy lat temu. Gatunek ludzki był wówczas bardzo bliski zagłady – przetrwało zaledwie około tysiąca płodnych par. A dla istot bliskich wyginięciu ryzyko nieszczęśliwej utraty dziennej porcji jedzenia mogło równać się śmierci, podczas gdy zyskanie dodatkowej porcji niekoniecznie przedłużało życie o kolejny dzień – chyba że jedzenie można by w łatwy sposób zmagazynować.
W swojej książce „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym” (Thinking, Fast and Slow) Daniel Kahneman podaje następujacy przykład.
Zostałeś zaproszony do zakładu, w którym o wygranej lub przegranej rozstrzyga rzut monetą. Jeśli wypadnie reszka – przegrywasz 100 dolarów. Jeśli wypadnie orzeł – wygrywasz 150.
Jak oceniasz ten zakład?
Pomimo oczywistej przewagi kwotowej wygranej nad przegraną i równego rozkładu szans, większość ludzi ocenia ten zakład jako mało atrakcyjny. Obawa o utratę 100 dolarów jest silniejsza niż apetyt na wygranie 150 – nawet z szansą 50%. Dla większości osób barierą wejścia do zakładu jest szansa na wygranie co najmniej 200 dolarów (dwa razy więcej niż można stracić). Przypominam – strata boli 2 razy bardzie niż wygrana.
Dalej Kahneman po przeanalizowaniu wielu tego typu przykładów formułuje następujący pogląd:
1. W zakładach, gdy zarówno zysk jak i strata są prawdopodobne, ludzie zwykle wykazują wysoką awersję do ryzyka.
2. W sytuacjach, gdy strata już istnieje (jest pewna) i jest porównywana do jeszcze większej straty, która jest tylko prawdopodobna, ludzie wykazują niską awersję i podejmują ryzyko.
Nie ma tu sprzeczności – w pierwszej sytuacji ryzyko straty jest oceniane jako co najmniej 2 razy bardziej bolesne niż zysk. Przy zbliżonym prawdopodobieństwie i niedostatecznej przewadze zysków nad stratami po prostu nie podejmujemy ryzyka. W drugim przypadku, gdy już weszliśmy na terytorium straty, obawa przed jej zwiększeniem zwiększa się już tylko liniowo – strata 1.000 dolarów wobec 900 dolarów to tylko 10% różnicy.
Nasza wrodzona awersja do ryzyka jest oczywiście widoczna w naszym podejściu do inwestowania. Kiedy widzimy na rachunku maklerskim 50% zysk to cieszy nas to niepomiernie (powinno, to bardzo dobry wynik), ale jednak dużo bardziej martwi nas i boli 50% strata (o którą wcale nietrudno jeśli nie tnie się strat na czas). Mamy w takiej sytuacji tendencję do szybkiego sprzedawania zwycięskich akcji, a trzymania się kurczowo inwestycji nieudanych, w złudnej nadziei, że jeszcze odbiją w górę i strata się zniweluje (tymczasem w podanym przykładzie musiałyby odbić o 100%, abyśmy wyszli na zero). Legendarny inwestor Peter Lynch określa taką praktykę jako „wyrywanie kwiatów i podlewanie chwastów” (selling your winners and holding your losers is like cutting the flowers and watering the weeds).
Co interesujące, jak dowiódł Richard Thaler z naszą awersją do ryzyka i straty wiąże się także zjawisko zwane jako „efekt posiadania” (endownment effect). Kiedy chcemy kupić jakąś rzecz, wyceniamy ją w sposób dość racjonalny. Ale kiedy już ją posiadamy jest w naszych oczach warta więcej i żądamy za nią dużo wyższej ceny, niż mielibyśmy sami zapłacić za identyczny przedmiot komuś innemu. To prawdopodobnie dlatego tak trudno kupić coś w dobrej cenie z drugiej reki.
Idąc dalej z nasza opowieścią – 90% badanych uważa, że dobrze byłoby mieć swój własny biznes, często mają nawet na niego jakiś mniej lub bardziej wyraźny pomysł. Ale rezygnacja z bezpiecznego etatu i podjęcie ryzyka utraty stałego dochodu przerasta dla wielu z nas oczekiwane (a przecież być może bardzo duże) korzyści z samodzielnej działalności. Wiele z tego, czego ludzie żałują w obliczu śmierci wynika właśnie z nadmiernej awersji do ryzyka.
Steve Jobs mówiąc o podejmowaniu ryzyka i zachęcając do podążania własną drogą użył tu więc drugiego powołanego wyżej poglądu Kahnemana – tego, w którym strata jest już pewna. „Pamiętanie o własnej niechybnej śmierci jest najlepszym sposobem na to, aby nie wpaść w pułapkę myślenia, że ma się w życiu coś do stracenia. Już jesteś nagi, więc nie ma powodu aby nie podążać za swoim sercem” (Remembering that you are going to die is the best way I know to avoid the trap of thinking you have something to lose. You are already naked. There is no reason not to follow your heart.).
Wspomniany już Peter Lynch także ma na to celną obserwację – „zawsze jest coś, czym można się martwić” (there is always something to worry about), która podkreśla, że nie ma sytuacji, w której nie istnieje jakieś ryzyko lub obawa o straty i czekanie na ich całkowite wyeliminowanie przed podjęciem działania to marnowanie czasu.
Jest to na pewno bardziej życiowe podejście niż Buffettowskie „nigdy nie trać pieniędzy” (Rule Number One: Never Lose Money. Rule Number Two: Never Forget Rule Number One), którego nawet sam zainteresowany nie jest w stanie bezwzględnie trzymać się w każdej sytuacji.
Jednym ze sposobów przełamania awersji do ryzyka jest więc albo wyobrażenie sobie siebie jako kogoś, kto już jest na straconej pozycji, albo potraktowanie strat według zasady „nic się nie stało” (kibice piłkarskiej reprezentacji Polski mają w tym duże doświadczenie).
Musimy jednak pamietać, że w podobny sposób (czyli poprzez trywializację strat) do podjęcia ryzyka mogą nas także zachęcać ci, którym niekoniecznie zależy na naszym szczęściu, lecz chcą na naszej stracie dobrze zarobić. Przykładowo w kasynie ludzie rutynowo podejmują ryzyko, jakiego z pewnością nie podjęliby poza nim. Przewaga kasyna w każdej grze jest zawsze nieco wyższa niż przewaga gracza i ona statystycznie zawsze zadziała w dłuższym okresie na niekorzyść gościa. Ale gracze są wytrącani z awersji do ryzyka a zachęcani do gry panująca w kasynie szczególną atmosferą oraz złudzeniem, że nie grają prawdziwymi pieniędzmi o realnej wartości, ale wirtualnymi żetonami. A kiedy już tracą te żetony, to kasyno szybko podsuwa im darmowe drinki i inne benefity. „Nic się nie stało” – podkreśla. To psychologiczne triki. Książka Beaty Biały „Hazardziści. Gra o życie” jest tu ciekawym studium przypadków.
Jedną z przyczyn tak dużej popularności sprzedaży e-commerce, jest nie tylko atrakcyjna cena, ale także fakt, że kupione przez Internet towary możemy bez problemu odesłać za zwrotem pieniędzy, co minimalizuje ryzyko straty związanej z zakupami stacjonarnymi. Każda oferta, która pozwala odwrócić podjęte ryzyko jest przez nas mile widziana.
Steve Jobs wspomniał o podążaniu za sercem i nie jest to bezpodstawne. Jeśli bowiem głębiej zastanawiamy się nad jakąś ważną decyzją zawierającą w sobie kuszącą szansę, to zwykle schemat naszego myślenia wygląda mniej wiecej tak:
– To się nie może udać – mówi z przekonaniem nasza duma.
– To ryzykowne – mówi ostrzegawczo nasze doświadczenie.
– To bez sensu – mówi z rezygnacją nasz wewnętrzny racjonalizator.
– Daj temu szansę, spróbuj – szepcze zachęcająco serce.