Kategorie
Czy pamiętasz? Historie Sportowcy

Senna

Komputer pokładowy bolidu Williams FW16 zarejestrował rozpoczęcie 7 okrążenia o godzinie 14:17. Był 1 maja 1994 r., 14,4 sekundy od tragedii.

Ayrton Senna, 3-krotny mistrz Formuły 1 prowadził w Grand Prix San Marino. Za nim niczym cień podążał bolid zespołu Benetton – kierowany przez wschodząca gwiazdę, która w ciągu nadchodzącej dekady miała przyćmić dokonania brazylijskiego mistrza.

9,1 sekundy później Senna, wciskając pedał gazu do podłogi, zbliżał się z prędkością 320 km/h do niesławnego zakrętu Tamburello. Za linią asfaltu znajdował się cienki pas trawy, potem kawałek utwardzonego podłoża. I ściana.

Podwozie znajdowało się centymetry nad asfaltem, gładkie opony typu slick trzymały przyczepność, spojlery przyciągały do ziemi z pełną mocą – 4 razy większą niż waga bolidu. Tego typu zakręt należało pokonać właśnie z pełną mocą – wszystko, co zaburzyłoby delikatną aerodynamikę byłoby niebezpieczne. Mówiono, że najgorsze co kierowca bolidu F1 w latach 90-tych mógł zrobić, to gwałtownie zdjąć nogę z gazu.

Rok wcześniej aktywne systemy elektroniczne Williamsa dawały dodatkowe wsparcie, stawiając inne zespoły na straconej pozycji. Senna – podobno najlepszy technicznie kierowca wszech czasów – zmienił zespół, licząc na wyrównanie przewagi. Tymczasem systemów tych z dnia na dzień całkowicie zakazano, każąc konstruktorom cofnąć się w czasie i rozwoju.

W 12,6 sekundzie okrążenia coś gwałtownie zmniejszyło prześwit bolidu. Prysnęły iskry. Telemetria wykazała, że Senna zadziałał w ułamku sekundy – reagując na niestabilność kontrą kierownicy i odpuszczeniem gazu. Bolid odzyskał przyczepność, ale znów ją stracił. Hamulce wciśnięte do podłogi, szybka redukcja biegów – Senna najwyraźniej walczył o utrzymanie się na torze. Ale w tym momencie był już tylko pasażerem.

Oficjalnie przyczyną wypadku była pęknięta kolumna kierownicy. Teorii do dziś jest więcej – bolid uszkodziły odpadki z poprzedniego wypadku, zawiodło wspomaganie kierownicy, nastąpiło przyziemienie wywołane niskim ciśnieniem w oponach, a Senna wstrzymywał oddech przy przeciążeniu 3,6 g. Są też wątki konspiracyjne – jak działania mafii zakłócającej funkcje komputera pokładowego.

Być może błąd popełnił sam Senna – jego zmysły, szybkość i instynktowność reakcji w tym momencie go zawiodły. I opuściło go szczęście. Gdyby nie starał się za wszelką cenę pozostać w wyścigu uderzyłby w ścianę pod innym kątem, a oderwane koło i zawieszenie nie przebiłoby jego kasku.

Gdyby wypadku nie było, Senna zostałby pewnie mistrzem sezonu – po raz 4-ty. Być może wygrałby z Schumacherem także w 1995 r. A gdyby został w Williamsie wygrałby tytuł i w 1996 r. Karierę chciał zawsze zakończyć w Ferrari i jeśli trafiłby akurat na moment odrodzenia ekipy, która tak przysłużyła się jego rywalowi, jego kariera do roku 2000, gdy skończyłby 40 lat, wyglądałaby zupełnie inaczej.

A tak 30 lat temu Senna pozostawił po sobie 65 pole positions, 41 zwycięstw i 3 tytuły mistrzowskie. Legendę i mit. Oraz myśl: co by było, gdyby.