Stephen King, prawdziwy rzemieślnik literatury, powiedział kiedyś, że talent jest tańszy niż sól stołowa – a to co oddziela utalentowaną osobę od tej, która odniosła sukces, to bardzo duża ilość ciężkiej pracy.
Oczywiście w czasach szybkiego dostępu do prawie wszystkiego bagatelizujemy praktykę, upór w dążeniu do celu (nazywany ładnie po angielsku „grit”), dając pierwszeństwo wyimaginowanym talentom, rzekomemu geniuszowi, urojonej błyskotliwości, przypadkowemu szczęściu i obowiązkowemu entuzjastycznemu podejściu do tematu – które mają jakoby zastąpić prawdziwe, wyuczone i wytrenowane umiejętności.
Tymczasem, jak dowodzi Angela Duckworth w nagradzanej książce „Upór. Potęga pasji i wytrwałości” (Grit. The Power of Passion and Perseverance), o której wspominałem już we wpisie „Szczekać pod właściwym drzewem”, entuzjazm jest czymś powszechnym i każdy z nas ma jakiś talent. Ale prawdziwy upór to rzecz bardzo rzadka. Innymi słowy – nasz potencjał to jedno, a to co z nim zrobimy, to zupełnie, zupełnie inna sprawa.
W drodze do mistrzostwa nie ma niestety żadnych skrótów, sam talent nas tam nie zabierze. W ogóle wygląda na to, że nie ma wygodnych skrótów do żadnego miejsca, do którego warto się udać. Talent i naturalne predyspozycje są dobre jedynie na początek, bo pozwalają obrać właściwy kierunek i trzymać się go. Ale potem, trzeba iść. I iść. I iść.
Jedną z form uporu jest wytrwałe trzymanie się dobrych i produktywnych nawyków, do których na przykład czytanie książek na pewno należy. Posiadanie dobrych nawyków i powtarzanie ich do perfekcji to już bardzo dużo – czas poświęcony na daną czynność, nawet jednorazowo niewielki, zaczyna się akumulować w dłuższym okresie. A jeśli do tego dołożymy jeszcze pasję i upór – w nauce, pracy i rozwoju talentów – to sukces jest w zasadzie murowany.
W świecie zachodu, gdzie gloryfikuje się talent i szczęście, twierdzenie o pewnym sukcesie brzmi osobliwie. Natomiast jak mówi chińskie powiedzenie: „Nikogo, kto wstaje przed świtem 365 dni w roku nie ominie fortuna” (No one who can rise before dawn three hundred sixty days a year fails to make his family rich). To ta drobna z pozoru różnica w podejściu do etyki pracy sprawia, że to studenci z Azji uchodzą za najbardziej zdeterminowanych, aby odnieść sukces. Wiedzą oni bowiem, że rzadko jest on dziełem przypadku.
Z kolei w świecie finansów mówi się, że nawet najbardziej błyskotliwy przegra w dłuższym okresie z „głupkiem”, który ma plan i trzyma się go. Konsekwencja i upór potrafią być w praktyce dużo istotniejsze niż inteligencja.
Jak twierdzi Malcom Gladwell w książce „Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu” (Outliers. The Story of Success) i co zostało szeroko spopularyzowane, pełne mistrzostwo osiąga się dopiero po 10.000 godzinach praktyki. A to długo – godzina ćwiczeń dziennie pozwoliłaby dojść do maestrii w 27 lat. Podam przykład – nie było bardziej utalentowanego muzyka w dziejach niż Wolfgang Amadeusz Mozart, ale nawet on, który zaczął komponować w wieku 6 lat, pierwsze prawdziwe arcydzieło spłodził dopiero w wieku lat 21.
Przyglądając się takim postaciom jak Bill Gates, Mozart, Bobby Fischer, czy zespół The Beatles, Gladwell doszedł do wniosku, że upór w dążeniu do celu i ciągłe, długotrwałe ćwiczenia odgrywają dużo większą rolę niż same talenty.
Ci, którzy czytują Biblię znają także klasyczną przypowieść o talentach właśnie. Przypomnę, że największa kara spotkała w niej tego sługę, który ukrył dany mu talent (walutę symbolizującą dane mu umiejętności) w ziemi i nic z nim nie zrobił.