Kategorie
Literatura faktu Recenzje książek Sportowcy

Krew na rogach

Niedługo miną 23 lata od jednego z najbardziej pamiętnych momentów w historii NBA.

Jest 14 czerwca 1998 roku, trwa szósty mecz finałów pomiędzy Chicago Bulls i Utah Jazz. Byki prowadzą już w serii 3-2 i mają w tym meczu szansę skompletować swoje szóste mistrzostwo i jednocześnie drugą serię trzech mistrzostw NBA z rzędu (zdobyli je już w latach 1991-1993 i 1996-1997). Wyczyn taki został ongiś nazwany przez charyzmatycznego trenera Los Angeles Lakers Pata Riley’a jako threepeat (gra słów „trzy” i „powtórka”).

Mecz ma mieć najwyższą oglądalność w historii NBA, aż 72 miliony widzów włączyło telewizory w jego końcówce. I trudno się temu dziwić. Ma to być przecież zapowiadany od dawna Ostatni Taniec (The Last Dance) legendarnej ekipy z Chicago, składającej się wówczas z takich gwiazd jak Michael Jordan, Scottie Pippen, Dennis Rodman, Ron Harper, czy Toni Kukoč. To może być ostatnia odsłona tego tańca, być może bogowie tego formatu nigdy już nie będą chodzić po parkiecie. To może być zatem ostatnia szansa, aby zobaczyć ich w ziemskiej odsłonie, w grze na żywo.

Przez cały sezon kierownictwo zespołu z Jerrym Krause na czele buduje narrację, zgodnie z którą po latach sukcesów przyszedł czas na zmiany i odbudowę zespołu w nowym, młodszym składzie i z nowym trenerem. Phil Jackson, główny trener Bulls od 1989 roku, uznawany za jednego z najlepszych szkoleniowców w historii, ma odejść i jest to już przesądzone. Supergwiazdor Michael Jordan w reakcji na to zapowiedział, że nie będzie grał dla innego trenera. Kto wie, może to zatem ostatni mecz legendarnego Jordana w NBA? To byłby definitywny koniec Epoki.

Naprzeciw Byków staje ekipa z Salt Lake City z niezniszczalnym tandemem Karla Malone’a i Johna Stocktona na czele. Byki wygrały finały z tymi samymi przeciwnikami rok wcześniej, ale w tym sezonie Utah pokonało ich dwukrotnie w sezonie regularnym i już w pierwszym meczu finałów. Ich dynamiczny pick’n’roll jest trudny do zatrzymania – to zwykle supercelne podania Stocktona i równie skuteczny atak potężnego Malone’a. Stockton to Malone – to jedna z nieśmiertelnych fraz NBA.

Byki przeszły już jednak w tych play-offach ciężkie starcie z Indiana Pacers Reggie’ego Millera (7 meczów) i były zaprawione w boju. Szybko odrobiły straty, a w trzecim meczu wręcz zdemolowały Utah z wynikiem 96-54 (najwyższa różnica punktowa w finałach NBA od czasu wprowadzenia zegara czasu gry). Nawet szkoleniowiec Utah Jerry Sloan był pod wrażeniem postawy Byków. „Myślałem, że rzucili nam 196 punktów” – powiedział po meczu.

Rozpędzonym Bykom nie dane było jednak świętować mistrzostwa w meczu piątym przed własną publicznością, choć w końcówce prawie odrobili początkowe straty. Karl Malone był jednak tego dnia nie do zatrzymania.

I tak obu stronom przyszło spotkać się po raz kolejny, teraz w ówczesnej Delta Center w Salt Lake City. Każdy kto interesuje się koszykówką wie, co było dalej. Mecz ten przeszedł w końcu do legendy.

Na niecałe 42 sekundy przed końcem meczu John Stockon trafia za trzy punkty i Utah Jazz prowadzą 86-83. Michael Jordan szybko zmniejsza przewagę do jednego punktu. Utah atakuje, czas działa na ich korzyść. Ale na niecałe 19 sekund przed końcem Jordan sprytnie odbiera piłkę podwajanemu Karlowi Malone pod własnym koszem i mimo upływającego czasu spokojnie zmierza na połowę przeciwników. I choć w poprzednich latach Jordan, jak nikt inny uzależniony od rywalizacji i przekonany o własnej wartości, nauczył się w kluczowych momentach podawać do lepiej ustawionych kolegów, to tym razem nie zamierza nikomu oddawać piłki. To jest jego moment, jego Ostatni Taniec. A ma w swoim repertuarze niezliczoną liczbę trików i tanecznych kroków. Efektownie zwodzi pilnującego go Bryona Rusella (czy go przy tym popchnął, do dziś pozostaje przedmiotem sporów) i z 20 stóp celnie rzuca do kosza. Po czym zastyga z ręką wyciągniętą w górę. Jest 86-87 dla Byków.

Przypomnijmy sobie komentarz Boba Costasa z NBC: „Jordan zdobył dziś 43 punkty. Malone jest podwójnie kryty. Udało im się odebrać mu piłkę! Teraz Chicago. 17 sekund. 17 sekund do meczu numer 7 albo do mistrzostwa numer 6. Jordan na otwartej pozycji. CHICAGO NA PROWADZENIU! Czas dla Utah, 5,2 sekundy do końca, Michael Jordan jedzie na oparach z 45 punktami na koncie… To mógł być, w zależności od tego jak rozwinie się sytuacja w nadchodzących miesiącach, ostatni rzut, jaki Michael Jordan kiedykolwiek oddał w NBA„.

(Jordan with 43. Malone is doubled. They swat at him and steal it! Here comes Chicago. 17 seconds. 17 seconds, from Game 7, or from championship #6. Jordan, open, CHICAGO WITH THE LEAD! Timeout Utah, 5.2 seconds left. Michael Jordan, running on fumes, with 45 points… That may have been, who knows what will unfold over the next several months, but that may have been the last shot Michael Jordan will ever take in the NBA).

To nie był ostatni rzut Michaela Jordana w NBA, choć w tamtym momencie było to piękne, wręcz perfekcyjnie piękne, ukoronowanie kariery największego koszykarza wszech czasów. Były to natomiast ostatnie punkty w tym meczu i ostatni mecz legendarnych Byków w tym niezapomnianym składzie. Piękna historia – ostatnia akcja, ostatni rzut. Ostatni Taniec. Wygrali mecz. Zdobyli mistrzostwo Numer 6.

A potem każdy poszedł swoją drogą.

Historię ostatniego sezonu Byków (1997/98) z czasów, gdy bilety w hali United Center w Chicago były wyprzedane przez 610 meczów z rzędu, widzowie z Polski zarywali noce, aby je oglądać („Hej, hej tu NBA”), po parkietach chadzali bogowie, a nad nimi wszystkimi niepodzielnie panował Jego Powietrzność (His Airness), opowiadał ostatnio serial dokumentalny Netflix „Ostatni taniec” (The Last Dance). Oparty na historycznych materiałach, których Jordan z jakiegoś powodu nie chciał dotąd publikować (a w końcu zdecydował się, jak mówią niektórzy, aby przypomnieć światu w czasach dominacji LeBrona Jamesa, że to jednak on był GOAT – greatest of all time) i opatrzony interesującymi komentarzami uczestników tych historycznych zdarzeń, rozpalił zainteresowanie sportowymi filmami dokumentalnymi oraz niepowtarzalną historią legendarnej ekipy z Chicago. A była to historia sukcesów, ale także i porażek, w tym personalnych konfliktów zespołu i jego kierownictwa.

Serial odnowił także zainteresowanie, co przyznaje sam autor, książką Rolanda Lazenby’ego „Krew na rogach” (Blood on the Horns: The Long Strange Ride of Michael Jordan’s Chicago Bulls), o której dziś opowiem.

Roland Lazenby jest jednym z najbardziej znanych publicystów sportowych. Jego książki są czytane i nagradzane także w Polsce – np. bardzo popularna „Michael Jordan. Życie” (Michael Jordan. The Life). Pisał sporo o Chicago Bulls i związanych z tym zespołem postaciach, jak Jordan czy Phil Jackson, ale także o innych znanych koszykarzach, jak Jerry West i Kobe Bryant. Pisze także książki o futbolu amerykańskim.

Książkę „Krew na rogach” czytałem niegdyś w oryginale, a ostatnio wróciłem do niej w formie audiobooka w języku polskim. Tytuł odwołuje się do znanego logo zespołu, przedstawiającego rozwścieczonego byka z zakrwawionymi końcówkami rogów (w tym przypadku współgrają one zresztą z krwawym kolorem pyska agresywnego zwierzęcia).

Czytanie o kulisach wielkich drużyn sportowych jest zawsze ciekawe. I tak jak świetna książka Jeffa Pearlmana – Showtime: Magic, Kareem, Riley, and the Los Angeles Lakers Dynasty of the 1980s (brak polskiego wydania) przybliża nam ciemną, a przynajmniej szerzej nieznaną stronę zespołu Earvina „Magic” Johnsona z lat 80-tych XX wieku, tak książka Lazenby’ego pozwala nam śledzić zakulisowe rozgrywki w zespole Byków z Chicago z lat 90-tych.

Czarnym charakterem jest w tej opowieści Jerome „Jerry” Krause, główny menadżer (general manager) Byków, który już na początku sezonu 1997/98 ogłosił przebudowę zespołu, poczynając od planowanego zakończenia kontraktu z trenerem Philem Jacksonem.

W przeszłości, pod koniec lat 80-tych, to sam Krause, niegdyś niezmordowany skaut koszykarski, zatrudnił Jacksona jako asystenta głównego trenera Douga Collinsa. W zespole Byków Jackson poznał z kolei Texa Wintera, człowieka z jednej strony obsesyjnie oszczędnego (przechodząc obok automatów z napojami zawsze sprawdzał, czy ktoś nie zostawił po sobie reszty), z drugiej genialnego i pomysłowego trenera, twórcę przełomowej koncepcji ofensywy trójkątów (triangle offense), od którego Phil zaczerpnął niezbędny warsztat. Wkrótce decyzją Krause’go Jackson niespodziewanie zastąpił Collinsa i szybko zaczął odnosić sukcesy jako główny szkoleniowiec. Teraz w ocenie szefów zespołu Jackson stał się arogancki i zapatrzony w siebie, za bardzo stoi po stronie zespołu, a nie establishmentu. Krause chciałby dobitnie przypomnieć, że zdaniem jego oraz właściciela zespołu z Chicago (mówiąc językiem NBA – tzw. franczyzy – franchise) Jerry’ego Reinsdorfa, mistrzostwa zdobywają organizacje, a nie poszczególni zawodnicy czy jednostki.

Drugi z Jerrych – Reinsdorf zrobił w przeszłości świetny interes, kupując w 1985 roku za 16 milionów dolarów podupadającą drużynę Byków, której wartość dzięki doskonałym decyzjom kadrowym i organizacyjnym zaczęła szybko multiplikować (obecnie przekracza 350 milionów dolarów). Jego zwyczajem było natomiast unikanie jak ognia wszelkich działań z gatunku public relations, które mogłyby zostać negatywnie podchwycone przez media. Reinsdorf pozostawał zawsze teflonowym milionerem.

Co innego Krause, ten był człowiekiem od brudnej roboty. Co i rusz wyrywał się z jakimś bardziej lub mniej przemyślanym komentarzem, który zaczynał następnie żyć własnym życiem. Nie inaczej było z zapowiedzią zwolnienia Jacksona z końcem sezonu. Wydaje się, że Krause mógł mieć jakiś osobisty uraz do Jacksona, którego przecież sam wypromował na trenera zwycięskiej drużyny. Może chodziło też o ego Krausa, który nie czuł się właściwie doceniony za swój udział w ściągnięciu do Chicago kluczowych zawodników, którzy zdobyli już w końcu pięć mistrzostw. Generalnemu menadżerowi nie można było na pewno odmówić wybitnej etyki pracy i efektywności w dążeniu do celu. Przyznawał to nawet nielubiący go Jordan. To on zachęcił do gry w drużynie Byków Scottie Pippena, Dennisa Rodmana, Horace Granta, czy Toniego Kukoca. Przez wiele lat był skautem jeżdżącym na dziesiątki meczów w poszukiwaniu talentów – spał w podrzędnych hotelach, jadł byle co, żył tylko koszykówką oraz baseballem. W sferze osobistej pozostawał natomiast nieatrakcyjny fizycznie, osobliwy w kontaktach społecznych i pełen specyficznych idiosynkrazji, które sprawiały, że trudno było go należycie docenić i szanować. Jak przypomina Lazenby, Krause na siłę wpychał się na przykład co i rusz do autobusu drużyny, narażając się przy tym na ostre żarty Jordana i reszty. Na pewno miałby więcej szacunku, gdyby znał swoje miejsce jako członek, bądź co bądź, kierownictwa i trzymał odpowiedni dystans.

Wypowiedziami o konieczności odbudowy zespołu Krause na pewno nie motywował z kolei obecnego składu do walki o szóste mistrzostwo. Jeśli ktoś potrzebuje lekcji, jak pomimo posiadania wszystkich przymiotów dobrego menadżera nie należy zarządzać komunikacją ze zwycięskim zespołem, to historia Jerry’ego Krause będzie jedną z bardziej pamiętnych.

Ale jeśli nawet przez moment szerszej drużynie brakowało motywacji, to Michael Jordan, mistrz rywalizacji i fanatyk koszykarskiego rzemiosła, pozostawał na posterunku. Zawsze dbał o to, aby zasiać w drużynie ducha sportowej rywalizacji i nie odpuszczał nikomu, kto nie podzielał jego wizji. W kontaktach z mediami pozostawał dobrze wychowanym profesjonalistą, ale za kulisami był bezwzględnym, uzależnionym od rywalizacji i nadużywającym trash-talku despotą. Gdy chodziło o grę, wyrwałby z piersi serce najlepszemu przyjacielowi – głosiła obiegowa opinia.

Kiedy drużynie nie chciało się ćwiczyć, Jordan odwoływał się do najlepszych sztuczek psychologicznych, o których Lazenby przypomina w książce. „Chodźcie milionerzy” – potrafił powiedzieć narzekającym na wszystko kolegom. W tym prostym zdaniu zawierał się cały ładunek oczekiwań, ale i proste przypomnienie do koszykarzy – kim są, jak uprzywilejowaną w gruncie rzeczy pozycję zajmują i że narzekania powinny być bardzo daleko na liście ich priorytetów.

W książce przeczytamy sporo o samym Jordanie, pozostającym centralna postacią Byków tamtej ery i jest to zrozumiałe. Gdy go w przeszłości zabrakło i gdy postanowił poświęcić się przez dwa sezony karierze baseballowej, aby realizować jakoby marzenie zmarłego tragicznie ojca, Byki przestały wygrywać oddając tytuły w latach 1994-95 Rakietom z Houston. Gdy wrócił, rozegrały najlepszy sezon wszech czasów, ustanawiając pobity dopiero niedawno rekord zwycięstw w sezonie regularnym (72-10). Nie jest to natomiast w żądnym razie biografia Jordana – bo o tym Lazenby napisał, jak się rzekło, inną książkę. Sporo dowiemy się tu natomiast o miejscu Jordana w drużynie i jego relacjach z Philem Jacksonem, a także kierownictwem klubu. Nie zawsze były to niestety relacje nacechowane pozytywnym nastawieniem ze strony Jordana, ale też trzeba przyznać, że kierownictwo klubu robiło sporo, aby tego pozytywnego nastawienia swojej supergwiazdy nie uzyskać. „Będę tego żałował” – powiedział podobno Reinsdorf godząc się na płacenie Jordanowi rekordowej pensji w wysokości 30 milionów dolarów za sezon. Mając na uwadze, jak cenny był Jordan (zarówno sportowo, jak i komercyjnie) dla samej franczyzy Byków, ale także dla całej NBA, słowa te można uznać za będące wybitnie nie na miejscu.

Z książki poznajemy także historię Scottiego Pippena. Największym problemem Pippena były finanse. Podpisując w początkach kariery długoletni kontakt z Bykami związał sobie ręce i pomimo, że należał do wąskiego grona najwybitniejszych graczy NBA, jego zarobki pozostawały po latach świetnej gry na poziomie drugiej setki zawodników ligi. A przy tym kierownictwo Byków pozostawało głuche na jego prośby o renegocjację kontaktu. Umowa to umowa. Chwała Pippenowi za to, że pozostawał zmotywowany, przechodząc dzięki swojej sportowej postawie do legendy. Książka ujawnia natomiast sporo na temat jego zatargów z Krausem i Reinsdorfem – jest to opowieść o wybitnym, ale jednak niedocenionym należycie przez organizację, której wiernie służył, zawodniku.

Fani Dennisa Rodmana poznają z kolei jego drogę do NBA. I całą jazdę bez trzymanki później. Jak twierdzi Lazenby, Rodmana przed stoczeniem się na margines uratowała w młodości ciągu jednego roku przysadka mózgowa. Jako nastolatek urósł gwałtownie, stając się świetnym materiałem na koszykarza. Był w przeszłości solą w oku Jordana jako członek legendarnych Pistons – złych chłopców z Detroit. Nie był nigdy mistrzem rzutów i ataku, ale pozostawał wybitnym zbierającym, przewidującym zawsze prawidłowo lot piłki po odbiciu od tablicy. Jego fryzury, liczne romanse, uzależnienie od hazardu i kontrowersji były legendarne. Ale co ciekawe, odpowiednio zmotywowany był fundamentem drużyny.

Jeszcze mniej jednoznaczna jest postać Phila Jacksona. Z wieloma jego zachowaniami i wypowiedziami trudno się zgodzić i je pochwalać, wydaje się, że sam stawiał się w sytuacji bez wyjścia, narażając się umyślnie kierownictwu zespołu. Pozostawał natomiast zawsze po stronie zespołu, co na pewno zasługuje na szacunek.

Wiele jest zresztą w książce przykładów zachowań skrajnie małostkowych, co mocno kontrastuje z nieskazitelnym wizerunkiem medialnym Byków lat 90-tych. Ale takie jest przecież życie. Z perspektywy historii Jackson pozostaje natomiast najwybitniejszym trenerem w historii NBA. A przy tym era Byków nie była w żadnym razie jego ostatnim słowem w NBA – miał zdobyć jeszcze 5 tytułów z Los Angeles Lakers (w tym trzeci w swojej karierze threepeat). Łącznie zdobył 13 pierścieni mistrzowskich – 11 jako trener i 2 jako zawodnik New York Knicks.

Jeśli ktoś oglądał serial Netflix, to zna już narrację Jordana i jego popleczników. Książka opowiada zresztą tę historię z podobnych pozycji. Lazenby nigdy nie ukrywał, że pozostaje wiernym fanem Jego Powietrzności. Ale w przeciwieństwie do taśmy filmowej, książka jest w stanie ukazać dużo więcej niuansów i czytelnik na pewno sam będzie w stanie wyrobić sobie zdanie na temat racji obu stron. Tak czy inaczej, dostajemy do rąk piękną historię ostatniego sezonu mistrzowskich Chicago Bulls. A takie historie potrafi pisać tylko życie, w tym sport.

Jedno jest pewne – Jerry Krause choć w ostatecznym rozrachunku pozostaje wybitnym generalnym menadżerem mylił się boleśnie twierdząc, że to organizacje wygrywają mistrzostwa. Organizacje, jak przypomina Lazenby, zapewniają oczywiście odpowiednie warunki, ale mistrzostwa zdobywają jednak wybitni zawodnicy.

Czego najlepszym dowodem jest, że po odejściu Michaela Jordana i jego legendarnej ekipy, Chicago Bulls nie doczekali się efektów zapowiadanej przez Krausa odbudowy do dziś.

Ocena książki: 9/10

Roland Lazenby – „Krew na rogach” (Blood on the Horns: The Long Strange Ride of Michael Jordan’s Chicago Bulls)