Kategorie
Biznes Punkt widzenia

Ewolucja lub wymarcie

Jeśli jesteś strażakiem i zostaniesz zrzucony razem ze sprzętem do gaszenia pożaru lasu, ale pożar zacznie wygrywać – będzie blokować ci drogi ucieczki lub będziesz musiał przed nim szybko uciekać, to jest dla ciebie jedna kluczowa rada.Wyrzuć najpierw sprzęt.

Wydaje się to być cytat w stylu Wujka Dobra Rada, ale w rzeczywistości wielu strażaków ginie niepotrzebne właśnie nie zastosowawszy się do niej. Ponieważ skoro zostają zrzuceni na miejsce pożaru w celu jego ugaszenia (cel), ze swoim sprzętem (środki), a sprzęt ten dodatkowo determinuje ich zawód, bo bez niego nie są w stanie walczyć z żywiołem (tożsamość) i stają się niepotrzebni (porażka) – to jak to? Odrzucić go i uciekać?

Ale właśnie tak trzeba zrobić, jeśli przyjdzie nam uciekać szybko. Sprzet jest ciężki, a ogień rozprzestrzenia się prędko. Lepiej nie wykonać misji niż zginąć. Inaczej mówiąc – należy przełamać szkodliwy schemat myślenia.

Podobnie jest w biznesie. Być może nie mówi ci nic nazwisko Mike Lazardis, ale jeśli twoja kariera zawodowa trwa co najmniej dekadę, to na pewno kojarzysz produkt, który wymyślił i którego pewnie sam używałeś. BlackBerry.

BlackBerry było kiedyś absolutnym gadżeciarskim hitem i podstawowym narzędziem pracy – dla menadżerów korporacji (wyznaczał też status), polityków (Barrack Obama odmówił zdania swojego, kiedy obejmował urząd), gwiazd telewizji (Oprah Winfrey twierdziła, że zmienił jej życie). Używał go nawet Bill Gates, bo akurat własny hardware wychodził mu zawsze dużo gorzej niż software. Wersja dla młodszych – to był taki telefon z klawiaturą do pisania palcami. Bez dotykowego ekranu i wymyślnych appek, ale za to z kluczową możliwością – obsługi poczty elektronicznej.

W 2009 r. BlackBerry miało przeszło 50% udział w rynku telefonów komórkowych w USA. Ale już 5 lat później udział ten spadł poniżej 1%. Uczciwie rzecz ujmując, nie była to jedyna firma, której się to przydarzyło. Dla ówczesnego pokolenia pierwszym telefonem komórkowym była fińska Nokia. Była synonimem telefonu komórkowego i wszyscy myśleli, że to firma japońska. W szczycie popularności miała ona ponad 40% udziału w rynku światowym. Dziś powróciła do produkcji kaloszy (ale oddając jej sprawiedliwość – robi też doskonałą infrastrukturę elektroniczną). Co się stało?

Krótko mówiąc – pojawił sie smartfon. Czyli pierwszy iPhone. Co ciekawe Steve Jobs z Apple zarzekał się ongiś, że nigdy nie wejdzie w telefony komórkowe. Nie lubił operatorów sieci, których uważał za kartel. Nie miał cierpliwości także do samego sprzętu – kiedy się zdenerwował przez złą jakość rozmowy potrafił cisnąć telefonem w ścianę. Uważał także, że wszystko co kanibalizuje jego ukochane dziecko (czyli iPoda) jest złem.

Wbrew legendzie to nie Jobs wymyślił iPhone – zrobił to jego zespół, po czym cierpliwie przekonywał znanego egocentryka (który przeszedł już swoją przemianę życiową, bo raczył w ogóle słuchać), że to dobry pomysł. I w sumie może być jego własny. Reszta, jak to mówią, jest historią.

Nie byłoby dzisiejszego smartfona bez Apple, ale i nie byłoby dzisiejszego Apple bez iPhone – jego sprzedaż stanowi do dziś zdecydowaną większość przychodów firmy. Jakim cudem BlackBerry i Nokia przegapiły tę zmianę?

Lazardis był co prawda geniuszem elektroniki, ale jego sukces i jego produkt ukształtował (czy lepiej: zabetonował) jego myślenie również jako CEO. Nie zrozumiał, aż było za późno, że konsumenci chcą jednak dotykowych ekranów i aplikacji. On sam do końca uważał, że sukces BlackBerry to poczta i klawiatura – jego klienci potrzebują tych dwóch rzeczy, a nie jakichś wymyślnych aplikacji do oglądania filmów i palcujących się ekranów. Nie przełamał schematu myślenia na czas, nie przemyślał sprawy na nowo.

I było po BlackBerry.