Kategorie
Historie Natura Odkrycia Zwierzęta

Powrót w głębiny

W grudniu 1938 r., kuter dokonujący połowów u afrykańskich wybrzeży Kanału Mozambickiego jak co dzień zarzucił w głębiny rybackie sieci. To co wyłowił z głębokości przeszło 80 metrów wyglądało osobliwie i przywołało na pokład całą załogę – była to półtorametrowa ryba o wadze 57 kilogramów, o dużych łuskach w kolorze stalowo błękitnym. Uwagę wszystkich od razu przykuł jeden szczegół – ryba ta miała dziwne, nienapotkane wcześniej płetwy – przypominające połączenie łopat z kikutami. Kapitan wyczuwając, że sprawa może mieć naukowe znaczenie kazał rychło umieścić ją w skrzyni z lodem.

Kiedy 22 grudnia kuter przybił do portu nad Oceanem Indyjskim wezwano na pokład kustosz miejscowego muzeum – panią Courtenay-Latimer, znaną z poszukiwania interesujących morskich okazów. Dalej sprawy potoczyły się szybko – pani kustosz wypreparowała psującą się już rybę, sporządziła jej szkic i wysłała go do znanego uniwersyteckiego ichtiologa J.L.B Smitha, który oznaczył już wówczas ponad 100 nowych gatunków. „Gdybym spotkał na swojej drodze dinozaura, nie byłbym bardziej zdumiony” – miał zrelacjonować to przypadkowe odkrycie uczony.

Sprawę uznano później za jedno z największych zoologicznych odkryć naszych czasów. Latimeria chalumnae Smith – nazwana na cześć wspomnianych naukowców, którzy jako pierwsi ją opisali oraz ujścia rzeki, w pobliżu której ją złowiono – była uznawana za wymarłą dziesiątki milionów lat wcześniej. Ta ryba trzonopłetwa, znana dotąd jedynie z odcisków i skamieniałych szczątków, stanowiła linię wyjściową wszystkich kręgowców lądowych.

Jej przodkowie, korzystając ze wspomnianych kikutów wypełzli na brzeg oceanu 400 milionów lat temu i – jak się wydawało – nie oglądali się za siebie. Przez lata ewolucji ich osobliwe płetwy stały się naszymi rękami i nogami.

W 1952 r., po wielu poszukiwaniach udało się w końcu złowić a następnie zbadać tkanki miękkie kolejnego egzemplarza, którego naturalny habitat znajdował się bardziej na północ i dużo głębiej od miejsca, gdzie złowiono pierwszy okaz. Ryba wyłowiona z głębokości 200 metrów przez rybaka z Archipelagu Komorów trafiła na targ i zostałaby niechybnie zjedzona (jak pewnie setki sztuk przed nią), gdyby ktoś nie porównał jej z rysunkiem na ulotce rozsyłanej przez Smitha z obietnicą nagrody. Wkrótce z targów zaczęło znikać wszystko, co choć trochę przypominało legendarną rybę – znaną jak się okazało tubylcom od niepamiętnych czasów.

Trzecią sztukę złowił w 1963 r. na wędkę rybak z wyspy Anjouan, po półtoragodzinnych zmaganiach – ciąg na żyłce był tak silny, jakby szarpał nią rekin. Różniła się wyglądem od złowionych wcześniej – każdy egzemplarz miał płetwy ułożone inaczej, co potwierdza elastyczność i gotowość na dalszą ewolucję tych wczesnych zalążków kończyn – jakby natura sama wiedziała dokąd zmierza.

Latimeria z jakiegoś nieznanego powodu kapryśnie zwróciła z linii ewolucyjnej, która przyniosła sukces jej odważnym przodkom i ich potomkom – pionierom ziemskiego życia. I zanurkowała z powrotem w głębiny.