Prawo Stiglera: „Żadne odkrycie naukowe nie nosi nazwiska swojego oryginalnego odkrywcy”.
Przykładów historycznych są dziesiątki. Edmund Halley nie odkrył komety nazwanej jego nazwiskiem (nie był pierwszym, który ją zaobserwował), natomiast to on pierwszy stwierdził publicznie, że obserwowany co 76 lat obiekt to jedno i to samo ciało niebieskie. Twierdzenie Pitagorasa – prawdopodobnie jedyne twierdzenie geometryczne, które każdy pamięta ze szkoły i może o nim myśleć w praktyce, skracając sobie drogę przez trawnik – znane było już babilońskim matematykom. Ciąg Fibonacciego, tak uwielbiany przez zwolenników analizy technicznej rynków finansowych oraz kryptografii, nie był jego dziełem.
Kolumb nie odkrył Ameryki. Prawo Greshama, o wypieraniu lepszego pieniądza przez gorszy, to w istocie obserwacja Mikołaja Kopernika (choć wydaje się, że i on nie był pierwszy). Edison nie wynalazł żarówki, ale – zgodnie ze swoim życiowym motto – był najbardziej wytrwały w ulepszaniu wcześniejszych projektów. Wiele osób twierdziło, że wynalazło telefon zanim zrobił to Bell. A Tesla rywalizuje z Marconim o miano wynalazcy radia.
Można z tego wyciągnąć kilka wniosków.
Po pierwsze, historia jest zawsze pisana z perspektywy „zwycięzców” – co nie musi oznaczać oryginalnego odkrycia, ale częściej jego właściwe spopularyzowanie.
Po drugie – parafrazując znane powiedzenie – odkrycie zbyt wczesne, gdy świat nie jest jeszcze gotowy na jego przyjęcie, trudno odróżnić od błędu czy przynajmniej niepraktycznego teoretyzowania. Tu też właściwy „timing” jest wszystkim.
Po trzecie, wielkie odkrycia to najcześciej suma małych kroków wykonanych przez niezliczoną liczbę osób, których nazwisk historia może nie pamiętać. Ostatecznie „wygra” ten, kto zbierze wszystko w jedną całość (czy wręcz, jak twierdził ironicznie Mark Twain – twórczo splagiatuje), we właściwym czasie ogłosi i (najlepiej jako pierwszy) opatentuje.
Pełne spojrzenie Twaina na omawiane zjawisko brzmiało tak: „Do wynalezienia telegrafu, silnika parowego, fonografu, fotografii, telefonu czy jakiegokolwiek innego ważnego odkrycia potrzeba tysiąca ludzi – a całą zasługę przypisuje się temu ostatniemu, zapominając o pozostałych. On dodał tylko swoją małą cegiełkę – to wszystko, co zrobił. Te przykłady powinny nas nauczyć, że 99 części wszystkiego, co pochodzi z intelektu, to czyste i proste zapożyczenia. I ta lekcja powinna czynić nas skromnymi. Ale nic nie jest w stanie tego dokonać„.
W omawianym dziś prawie, sformułowanym w 1980 r. przez profesora statystyki Stephena Stiglera, zawarty jest intencjonalny żart.
Jak przyznał Stigler – jego prawdziwym twórcą był w istocie statystyk Robert Merton.
Kategorie
Prawo Stiglera