W okresie wzmożonego snucia planów i przypływu motywacji (np. do ćwiczeń) warto przypomnieć historię być może najlepszego kulturysty wszech czasów.
Ronnie Coleman był legendą. Ośmiokrotny (z rzędu) Mr. Olympia, symbol niezwykłej siły, kulturystycznej sylwetki, motywacji i nieustępliwości. Jego słynne hasło „Yeah buddy! One more!” stało się mantrą siłowni na całym świecie. Bo podobno to tam rodzi się progres.
Ale jak wiele mantr – stosowane w dłuższym okresie stało się pułapką. Ta na wskroś amerykańska filozofia „jeszcze jedno powtórzenie” działa bowiem dobrze do momentu, gdy zacznie cię niszczyć.
I tak Coleman jest dziś ikoną nie tylko przeszłych sukcesów, ale i ceny, jaką za nie zapłacił: operacje kręgosłupa, wózek inwalidzki, nieustanny ból. Jest dziś, mówiąc wprost, osobą niepełnosprawną. I jak sam przyznał: „Gdybym mógł cofnąć czas, trenowałbym mądrzej, nie ciężej”.
Świat gloryfikuje nadmiar – to jasne. Jeszcze jeden projekt. Jeszcze jeden zryw. Jeszcze jedno powtórzenie – jakkolwiek je zdefiniujesz. Ale długowieczność wymaga umiaru, nie heroizmu.
Coleman, dążący zawsze do jednego więcej powtórzenia, oszukiwał przez lata samego siebie krzycząc także: „Yeah buddy! Lightweight!” – wyciskając przy tym niesamowite ciężary.
Jak mawiał Charlie Munger: „Najtrudniejszą rzeczą w życiu jest umiejętność nie robienia głupstw”. Ronnie Coleman – sympatyczny i zdystansowany człowiek – był niewątpliwie geniuszem w robieniu rzeczy trudnych w sposób widowiskowy. Posiadł chwałę i legendę – nie bacząc jednak na koszty.
Natomiast w świecie prawdziwej doskonałości liczy się coś więcej: długoterminowa strategia, regeneracja i możliwy do utrzymania przez wiele-wiele lat plan.
Kategorie
Jeszcze jedno powtórzenie