Kiedy Alberta Einsteina zapytano, jaki jest jego zdaniem największy wynalazek ludzkości, odpowiedział bez wahania – procent składany. Przy innej okazji nazwał go nawet Ósmym Cudem Świata.
Procent składany to sposób oprocentowania kwoty kapitału polegający na tym, że odsetki za dany okres są doliczane do kwoty głównej i w ten sposób składają się na zysk wypracowywany w okresie następnym. Czyli jeśli masz powiedzmy kapitał wyjściowy w kwocie 100, oprocentowany 10% rocznie, to po pierwszym roku uzyskasz 110 kapitału. Kolejne 10% w drugim roku da Ci już dodatkowe 11 (110 x 10%) itd.
W swojej klasycznej już książce o inwestowaniu One Up On Wall Street: How To Use What You Already Know To Make Money In The Market (brak polskiego wydania), legendarny inwestor i zarządzający funduszami Peter Lynch we właściwy sobie obrazowy i humorystyczny sposób pokazuje siłę tego wynalazku.
Pamiętasz pewnie historię o Indianach, którzy w 1626 roku sprzedali wyspę Manhattan holenderskim osadnikom za paciorki warte jakieś 24$. Z perspektywy czasu powołuje się ten przypadek powszechnie (i zapewne słusznie) jako przykład wyjątkowo nieudanej transakcji handlowej oraz jawnej eksploatacji ludów innych kontynentów przez bezwględnych i przebiegłych Europejczyków.
Indianie mogliby natomiast bardzo łatwo uciszyć wszystkie okrutne żarty na ich temat jednym prostym sposobem – dobrze inwestując zarobione pieniądze.
Zawieśmy na chwilę niewiarę i załóżmy, że naiwni, ale jednak w gruncie rzeczy przedsiębiorczy Indianie zamieniliby otrzymane paciorki na twardą walutę i zainwestowaliby te 24$ w jakiś ówczesny fundusz indeksowy, pożyczki, czy obligacje – na powiedzmy 8% rocznie. Lynch pisał pierwsze wydanie swojej książki w 1988 roku, stąd brał dane liczbowe z tego okresu i policzył indiański horyzont inwestycyjny na 362 lata.
Przy takim założeniu po nieco ponad 3 i pół stulecia Indianie zgromadziliby majątek warty… 30 bilionów dolarów, podczas gdy kataster nieruchomosci Manhattanu pokazywał w 1988 roku wartość „jedynie” 28,1 miliarda dolarów.
Peter Lynch komentuje z humorem, że nawet zakładając, że manhattańskie nieruchomosci byłyby (jak powiedziałem – w czasie, gdy pisał te słowa) warte 2 czy nawet 3 razy tyle, to i tak Indianie byliby do przodu o jakieś 29 bilionów dolarów. Plus reszta na „drobne wydatki”.
I nawet gdyby Indianie nie doglądali za dobrze swojej inwestycji i zarabiali nie 8 ale 6% rocznie, to i tak skończyliby wyścig mając na koncie 34,7 miliardów dolarów. Bez posiadania żadnej nieruchomosci i bez obowiązku ciągłego koszenia trawy w Central Parku.
Zauważmy przy tym jak niewielka z pozoru różnica oprocentowania przekłada się na wyniki w długim okresie. Oraz jak wielkim przyjacielem inwestora jest czas.
To jest właśnie magia procentu składanego i odpowiednio długiego horyzontu inwestycyjnego.