W ostatnich wpisach poruszałem temat praw i zasad rządzących światem ludzi. Jest to złożony system zależności, psychologicznych fenomenów i nieintuicyjnych zjawisk. Pisałem już między innymi o Zasadzie Pareta, Prawie malejących korzyści, Prawie Parkinsona, Efekcie Pigmaliona, Syndromie oszusta, Awersji do ryzyka, a na kolejne wskazywałem opisując inne tematy – jak efekt Dunninga-Krugera we wpisie Besserwisser.
Mówiąc o złożonych systemach wspomnijmy dziś o prawie Galla. John Gall był lekarzem pediatrą, który w swojej pracy naukowej zajmował się głównie problemami w rozwoju i zachowaniach dzieci. Każdy rodzic wie, że to temat rzeka, który może wypełnić i kilka karier. Gall interesował się natomiast także, jak każdy inteligentny człowiek, wieloma innymi sprawami – nawet spoza swojego kręgu zawodowego. Jedną z nich było działanie złożonych systemów.
W swojej książce z 1975 roku Systematics: How Systems Work and Especially How They Fail (brak polskiego wydania) opisał wiele problemów z zakresu działania takich systemów – inspirując przy tym innych autorów z tego samego pokolenia, takich jak Charles Perrow, do przyjrzenia się różnym spektakularnym systemowym porażkom. O podobny temat w kontekście przemysłowych katastrof zahaczyłem już we wpisie Meltdown. Systemową porażką złożonych systemów była też choćby katastrofa opisana we wpisie Challenger, czy Nie buduj poniżej tego punktu. I na pewno starczy mi tematów na kolejne.
Prawo Galla, wyinterpretowane z jego analiz jest pochwałą prostych systemów i rozwiązań, a zaczyna następująco – duże i skomplikowane systemy są ekstremalnie trudne do zaprojektowania w sposób prawidłowy, niezależnie od skali wysiłków i dobrych intencji.
Gall buduje na tej podstawie następujący wniosek. Skomplikowany i złożony system, który działa dobrze, niezawodnie powstał najpierw z ewolucji prostego systemu, który działał prawidłowo i się sprawdził. Złożony system zaprojektowany od zera nigdy nie będzie działał prawidłowo i żadna liczba poprawek tu nie pomoże. Musisz zacząć od prostego systemu.
Dla wszystkich perfekcjonistów myśl taka jest na pewno wyzwalająca. Powtórzmy więc – nie da się od zera stworzyć działającego i skomplikowanego systemu. Musi on naturalnie wyewoluować z prostych i sprawdzonych w praktyce rozwiązań. Wszystko inne jest porywaniem się z motyką na słońce.
Jeśli chcesz stworzyć system, który działa pamiętaj o prawie Galla, albo jesteś skażany na porażkę i wypalenie. Ci co bardziej humorystycznie nastawieni do sprawy znają to z własnej pracy – nigdy nie ma czasu, aby zrobić projekt idealnie za pierwszym razem, ale zawsze jest wystarczająco dużo czasu, aby go potem przerabiać i poprawiać.
To dlatego systemy operacyjne w komputerach bezustannie ewoluują. Gdyby Bill Gates, wybitny oportunista, po rozmowie z Jackiem Samsem z IBM w 1980 roku naprawdę uważał, że stworzenie od podstaw idealnego systemu operacyjnego ze wszystkimi docelowymi funkcjonalnościami jest możliwe, to nigdy nie podjąłby się zleconej mu pracy nad wyprodukowaniem MS-DOS i nigdy nie zostałby miliarderem. Wystarczyło mu stworzyć (czy też twórczo rozwinąć na bazie dotychczasowych koncepcji) w terminie prosty system, który działał, a resztę można było poprawić i ulepszyć później. Jak kwituje to inny przedstawiciel podobnego typu osobowości Mark Zuckerberg z Facebooka – better done, than perfect.
To dlatego ewoluują też wszystkie co bardziej złożone produkty. Każda iteracja telefonu, samochodu, a nawet sprzętu gospodarstwa domowego ma w sobie jakieś nowe dodatki i usprawnienia. Zazwyczaj w tych punktach, gdzie poprzednie zawiodły, co zmusiło nas do kupienia tych kolejnych wersji. O tym także już pisałem – zobacz: Ewolucja lub wymarcie oraz Błąd przeżywalności. I dlatego tak mało wiary należy pokładać na przykład w planach stworzenia od zera, bez żadnego zaplecza, polskiego samochodu elektrycznego. Prawo Galla jest tu jednoznaczne – nie zbuduje się działającego skomplikowanego systemu lub produktu bez żadnych doświadczeń oraz uprzedniego mozolnego rozwijania systemów prostych.
Michael Crichton, który w swoich książkach wielokrotnie opisywał przerażające rezultaty ścierania się człowieka z nowymi, złożonymi technologiami (które miały działać idealnie) – jak np. inżynierią genetyczną w „Parku Jurajskim” (Jurassic Park), robotyką w książce „Świat Dzikiego Zachodu” (Westworld), czy nanotechnologią w książce „Rój” (Prey) wziął również na warsztat maszyny powszechnego użytku – samoloty pasażerskie.
W książce „Norton N22” (Airframe) z 1996 roku opisuje złożoność takiego samolotu. Ustami bohaterki Casey Singleton zaczyna od prowokacyjnego stwierdzenia, że w porównaniu z samolotami, samochody osobowe to żart. Mówiąc o samochodach (z lat 90-tych XX wieku) wskazuje, że dowolny osobowy Pontiac składa się z 5 tysięcy części, a jego złożenie zajmuje dwie zmiany – 16 godzin. A przecież już stworzenie samochodu to spory wyczyn. Tymczasem zbudowanie dużego samolotu pasażerskiego to zupełnie inny poziom wyzwań – samolot składa się z miliona części, a jego złożenie zajmuje 75 dni roboczych.
A mimo to – jeśli wsiądziesz do takiego „prostego” Pontiaca i będziesz nim jeździł bez przerwy od rana do nocy, to zepsuje się po kilku miesiącach. Tymczasem samoloty są projektowane tak, aby latać właśnie niemal bez przerwy całymi dniami i wytrzymać co najmniej 20 lat bez generalnego serwisu. Pokonują w tym czasie bez usterki miliony kilometrów. Wiele z nich działa dłużej – istnieją samoloty wojskowe, takie jak bombowce strategiczne Boeing B-52 Stratofortress, które pozostają w czynnej służbie od ponad 50 lat. A wszystko zaczęło się od drewniano-płóciennych samolocików oblatywanych od początku XX wieku. Nikt nie porwał się od razu na zbudowanie Boeinga 747.
Pozostając w klimacie powyższego przykładu – są tacy, którzy twierdzą, że prawdopodobieństwo powstania życia na Ziemi było równie wysokie (czytaj: niskie) jak to, że trąba powietrzna, która wpadnie na złomowisko pozostawi po sobie gotowego Jumbo-Jeta. Życie rządzi się jednak prawem Galla i mozolnym prawem ewolucji. Zaczynało przecież skromnie – od bardzo prostych systemów. I miało miliardy lat na ulepszenia.
Albo patrząc na to od strony wiary – Bóg jest jedyną istotą, której to prawo nie dotyczy.