Kategorie
Historie Kartka z kalendarza

Trzej Królowie

Historia Trzech Króli (lub Trzech Magów czy Trzech Mędrców) pojawia się w Nowym Testamencie, w Ewangelii według św. Mateusza i opowiada o tajemniczych cudzoziemcach ze wschodu, którzy wiedzeni blaskiem Gwiazdy Betlejemskiej wyruszyli w drogę do Jerozolimy, przewidując narodziny długo oczekiwanego Mesjasza.

Nazywamy ich „królami”, ale prawdopodobnie jest to nieścisłość w tłumaczeniu historycznego tekstu – Mateusz określił ich w istocie jako magoi (po grecku – „magowie”, przy czym oryginalny język Ewangelii jest przedmiotem kontrowersji – czy był to język hebrajski, aramejski czy grecki). Tak czy inaczej, słowo to oznaczało kastę uczonych, prawdopodobnie perskich kapłanów, biegłych w mocach tajemnych i astrologii, a nie członków arystokracji. W polskim tytule poświęconego im rozdziału Ewangelii określani są oni jako „mędrcy ze wschodu”.

Tak naprawdę nie wiemy nawet, czy faktycznie było ich trzech – jest to jedynie domniemanie oparte na liczbie darów, które po sobie pozostawili i do których zaraz wrócimy. Wypełnieniem wielu zagadek zajęła się więc literatura (w tym apokryficzna) oraz sztuka religijna.

Równie tajemniczy jest znak, który ich w miejsce narodzin Jezusa Chrystusa przywołał. Co roku w Wigilię Bożego Narodzenia (z łacińskiego vigilia – czuwanie) oczekujemy na pojawienie się na niebie pierwszej gwiazdy. W tym jednak przypadku zjawisko, które zwiastowało nadejście syna samego Boga, było najwyraźniej wyjątkowe. Teorie głoszą, że była to wielokrotna koniunkcja trzech planet – Saturna, Jowisza i Marsa, która zdarza się jedynie raz na 800 lat. Mowa jest także o nieznanej komecie – a kto miał okazję widzieć na własne oczy kometę Halleya (ostatni raz w 1986 r.), czy kometę Hale’a Boppa (w latach 1996-1997) ten może zaświadczyć, jak duże wrażenie robią takie obiekty na nocnym niebie. Niepozbawiona sensu jest także teoria, wynikają z pism koreańskich i japońskich, że była to supernowa, czyli umierająca gwiazda, która przed śmiercią gwałtownie zwiększa swoją objętość i jasność, a potem spektakularnie wybucha, pozostawiając po sobie mgławicę.

Biblia nie wymienia imion tych przybyszów ze wschodu, ale zgodnie z późniejszą tradycją średniowieczną nazywani są oni Kasper (lub Kacper), Melchior i Baltazar. Imię Melchior pochodzi od hebrajskiego melech, Baltazar – od greckiego basileus, a Kasper od łacińskiego caesar. Każdy z tych rzeczowników oznacza w danym języku „król”. W ten sposób symbolicznie uwzględniono w legendzie trzy wielkie tradycje, na których kształtowało się chrześcijaństwo – hebrajską, grecką i łacińską. I stąd wzięli się prawdopodobnie nasi Trzej Królowie. Będący jednocześnie mędrcami, co nie jest oczywistym przymiotem wszystkich królów. Od XIV wieku jeden z nich (Baltazar) jest do tego powszechnie przedstawiany jako czarnoskóry, co ma podkreślać powszechność katolicyzmu oraz zbawienia.

Nie wiemy również, kiedy dokładnie owi królowie-mędrcy dotarli na miejsce, ale z interpretacji słów Ewangelii można wywnioskować, że zastali małego Jezusa Chrystusa „w domu” – zatem już nie w stajence, co może wskazywać, że nie było to bezpośrednio po urodzeniu Mesjasza, ale później. Bliskość kalendarzowego Bożego Narodzenia (25 grudnia) oraz święta Trzech Króli (a ściślej: Objawienia Pańskiego – 6 stycznia) skłania oczywiście do myślenia, że było to zdarzenia z tej samej zimy, ale równie możliwe jest, że wizyta mędrców miała miejsce dużo później – nawet wiele miesięcy po rzeczywistych narodzinach Jezusa.

Przypomnijmy, że Chrystus urodził się w stajence w Betlejem, a nie w miejscu zameldowania swojego ziemskiego opiekuna Józefa – w Nazarecie w Galilei (obecnie północny Izrael), ponieważ rodzina musiała wykonać zarządzenie cesarza Oktawiana Augusta o spisie ludności. Aby się spisać należało stawić się w miejscu urodzenia – w konsekwencji Józef musiał udać się wraz z rodziną w podróż na południe, do judzkiego Betlejem (obecnie miasto w Autonomii Palestyńskiej, około 10 kilometrów od Jerozolimy), skąd sam pochodził. Gdy dotarli na miejsce Maria (będąca już w zaawansowanej ciąży) urodziła syna i położyła w żłobie, nie było już bowiem wolnych miejsc w gospodzie.

Na marginesie – postać Józefa z Nazaretu, choć pozostaje tłem dla powszechnego kultu jego żony Marii (zwanej nieco przewrotnie „panną”) oraz jego postawa są warte opisania i docenienia. Podobno był dużo starszym od niej wdowcem, a sama Maria zaledwie nastolatką w dniu ślubu z nim. Takie były czasy. A mówiąc przez chwilę językiem niebiblijnym – Józef bierze sobie młodszą, wprowadza do siebie (swojego domu) po czym dowiaduje się, że jego nowa żona jest w ciąży. I podejrzewa, że dziecko nie jest jego. Można z tego wyciągnąć (mówiąc delikatnie) bardzo różne wnioski. A posądzenie o cudzołóstwo grozi w ich społeczności ukamienowaniem. Józef zachowuje jednak zimną krew, nie wygania swojej kobiety i nie skazuje jej na śmierć, przeciwnie – zostaje z nią i wspiera ją. Narodzone dziecko uznaje za swoje i nadaje mu imię. W chwili wizyty Trzech Króli nie ma go w domu, świadectwo Mateusza go przy tej okazji nie wymienia. Prawdopodobnie jest w pracy, zarabia na rodzinę, jest prostym cieślą.

Przytoczmy teraz całą opowieść:

1 Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: 
A ty, Betlejem, ziemio Judy, 
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, 
albowiem z ciebie wyjdzie władca, 
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela». 
Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. 10 Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. 11 Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. 12 A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny. 

W opowieści o wizycie Trzech Króli pojawia się także oczywiście sam Herod Wielki – król Judei z nadania Rzymu. Podobno był w istocie sprawnym władcą i organizatorem, a na pewno nieobce mu były polityczne meandry – w przeszłości podczas konfliktu Oktawiana Augusta z Markiem Antoniuszem (po zabójstwie Juliusza Cezara) poparł pochopnie tego drugiego, ale po jego klęsce umiał się ukorzyć przed nowym cesarzem i zachować życie oraz wpływy. Z wiekiem ujawnił się już podobno jako bezwzględny tyran, którego przedstawia nam Biblia.

Trzej Królowie trafili zatem najpierw przed oblicze Heroda spodziewając się, że długo oczekiwany Mesjasz musiał urodzić się w rodzinie królewskiej i nie podejrzewając, że w istocie doszło do tego w dużo skromniejszych okolicznościach (stajenka ma swoją nieprzypadkową symbolikę w religii chrześcijańskiej). Tam dopiero, z pomocą uczonych w piśmie wyznaczyli i namierzyli Betlejem jako miejsce narodzin – na podstawie proroctwa w Księdze Micheasza (księga prorocka Starego Testamentu). Tymczasem Herod obserwując całą sytuację nabrał podejrzeń – usłyszawszy dziwną nowinę zaczął upatrywać w nowonarodzonym rywala do władzy. Podpuszcza on zatem mędrców, aby udali się oddać hołd Jezusowi, ale donieśli mu o tym, aby mógł on dzięki temu sam namierzyć i (jak się domyślamy) wyeliminować domniemanego pretendenta.

Trzej Królowie – jak widać z powyższego świadectwa Mateusza – do Heroda już natomiast nie wrócili, co według dalszej części Ewangelii miało zaowocować jego gniewem i eskalacją przemocy – czyli tragiczną w skutkach rzezią niewiniątek – czyli zabójstwem wszystkich dzieci do lat dwóch w jego jurysdykcji. Tak na wszelki wypadek.

16 Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał [oprawców] do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. 17 Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: 
18 Krzyk usłyszano w Rama, 
płacz i jęk wielki. 
Rachel opłakuje swe dzieci 
i nie chce utulić się w żalu, 
bo ich już nie ma

Ofiary podobno liczono w tysiącach, choć twardych danych oczywiście brak. Jak mówi nam Mateusz, Józef został natomiast w porę ostrzeżony o zbliżającym się zagrożeniu przez anioła i zdołał uciec do Egiptu.

Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». 14 On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; 15 tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego.

To osobliwa historia, której treść powoduje, że wielu badaczy wątpi w prawdziwość tej relacji, w tym również całej rzezi. Historia ta wydaje się bowiem literacko zbyt podobna do historii Mojżesza. Jak pamiętamy, ten drugi też ocalał – spławiony w koszu w dół rzeki podczas podobnej rzezi związanej z zapowiedzią jego narodzin oraz doniosłej roli jaką odegra.

Stąd, jak twierdzą inni badacze i co poruszyliśmy już wyżej, niewykluczone, że Herod po prostu nie doszacował czasu, jaki potrzebny był Mędrcom na dotarcie do Betlejem szlakiem Gwiazdy i w momencie rzezi Jezus miał już ponad dwa lata i w ten sposób szczęśliwie uchował się wszelkim zagrożeniom.

Herod zmarł w 4 roku przed naszą erą co może powodować zdziwienie – w końcu naszą erę liczymy jakoby od narodzin Chrystusa (Anno Domini). Wszystko wskazuje natomiast na to, że zakonnik Dionizjusz Mniejszy, który w 535 r. wprowadził podział na czasy „przed naszą erą” i „naszą erę” na polecenie papieża Jana I zrobił to nieco spod grubego palca. Tak naprawdę istnieją spory nie tylko co do roku, ale nawet dokładnej daty narodzin Jezusa – w końcu różne odłamy chrześcijaństwa świętują Boże Narodzenie w różnych datach.

Wróćmy jeszcze na chwilę do darów, które przynieśli Jezusowi Trzej Królowie. Nie przyszli z pustymi rękami, choć dziś sam uśmiechnąłem się na widok okolicznościowego rysunku Andrzeja Mleczki, w którym jeden z królów oznajmia pozostałym, że on „kupi coś fajnego na miejscu”. Przynieśli ze sobą kadziło, mirrę i złoto. Były to pierwsze prezenty bożonarodzeniowe w historii.

Kadzidło to substancja otrzymywana z żywicy trudnego w uprawie kadzidłowca, co powodowało, że miała wówczas wysoką cenę. Kadzidło palono, tak jak i dziś, w świątyniach – wierząc, że unoszący się dym wędruje wraz z modlitwą do Boga.

Enigmatyczna mirra to z kolei drogocenna żywica drzewa znanego jako balsamowiec. Używano jej, jak można się domyślić, do balsamowania zwłok, ale nie tylko. Dzięki swemu zapachowi często towarzyszyła podniosłym uroczystościom, a dodana do wina sprawiała, że zyskiwało ono na mocy.

Najbardziej oczywistym, najbardziej praktycznym, ale i najbardziej wartościowym prezentem było oczywiście złoto. Istnieją nawet szacunki, ile warty mógł być darowany rodzicom Jezusa kruszec (na podstawie wielkości skrzyni, jaką mogła przenosić jedna osoba) i liczby oscylują tu wokół 100 tysięcy dzisiejszych dolarów, co byłoby wówczas znacznym majątkiem.

Z punktu widzenia darczyńców ważna była oczywiście symbolika, a nie wartość – złoto przyniesiono Jezusowi, bo symbolizowało jego królewską władzę nad światem, kadzidło oznaczało jego boskość, a mirra była zapowiedzią śmierci na krzyżu.

Każdy z prezentów miał zostać w swoim czasie wykorzystany, ale z samym złotem było – jak podejrzewają niektórzy – tak samo jak z większością prezentów darowanych opiekunom małoletniego w jego zastępstwie. Odpowiedzialny, ale i kuty na cztery nogi Józef wyposażył za nie swój warsztat.