We wpisie Efekt kobry przywoływałem liczne przykłady społecznego działania efektu odwrotnej zachęty, zwanego również zasadą niezamierzonych skutków. Jeśli jesteś politykiem, szefem, czy rodzicem i dzierżysz jakąś władzę – w państwie, w biznesie czy choćby w swoim najbliższym otoczeniu – to musisz uważać, do czego w istocie motywujesz i do czego zachęcasz (nawet nieświadomie) swoich współpracowników i osoby od siebie zależne. Twoje wybory mają znaczenie.
Jednocześnie musisz pamiętać, że zabraniając danej czynności zachęcasz jednocześnie do działania wprost przeciwnego lub do subtelnego obchodzenia zakazu w sposób, o jakim nawet nie pomyślałeś. Jeśli przykładowo karzesz współpracowników za przynoszenie ci złych wiadomości to możesz być pewien, że w krótkim czasie będziesz dostawał wyłącznie miły i lukrowany, ale w gruncie rzeczy zafałszowany obraz rzeczywistości, bądź nie będziesz w ogóle dowiadywał się o żadnych problemach. I tylko garb na twoim dywanie, pod który będą one zamiatane będzie niebezpiecznie rósł.
Jeśli z kolei aktywnie promujesz zapracowanych i pełnych dramaturgii i poświęceń sensacjonatów, biorąc ich za osoby pełne pasji do pracy, to możesz skończyć otoczony w istocie nieefektywnymi menadżerami, gaszącymi pożary, które sami zaognili – o których pisałem we wpisie To, czego nie widać.
Ludzie nie są może z natury całkowicie racjonalni, ale każdy z nas ma tendencję robienia tego, co mu się w jego pojęciu najbardziej opłaca. Jeśli wyczuwamy, że coś jest może i obiektywnie słuszne, ale w danych okolicznościach czy środowisku nieopłacalne, to pokonanie wewnętrznego oporu do działania wbrew takiej opłacalności wymaga przyłożenia znacznej siły. Nikt nie lubi i nie chce być frajerem lub męczennikiem. To dlatego tak dużo prawdy jest w stwierdzeniu, że jeden zły, leniwy i toksyczny pracownik może łatwo zdemotywować cały zespół. A mówiąc bardziej precyzyjnie – to fakt, że tego pracownika jako szef tolerujesz, zniechęca pozostałych do efektywnej pracy. Bo po co się starać skoro ten tu obibok ma równie dobrze (czy źle) jak my? Pisałem już o tym zresztą we wpisie Szczekać pod właściwym drzewem.
Jak mówi znane powiedzenie: „nic nie zabije (zdemotywuje) dobrego pracownika szybciej, niż obserwowanie, że tolerujesz tego złego” (nothing will kill a great employee faster than watching you tolerate a bad one). Uważaj zatem jakie postawy promujesz i co w swoim otoczeniu tolerujesz.
Znasz oczywiście wiele osób, które kierują się uniwersalnymi zasadami, a nie opłacalnością (w rozumieniu finansowym czy w takim, w jakim ty ją pojmujesz), ale można zaryzykować stwierdzenie, że robią tak głównie dlatego, że definiują opłacalność inaczej niż ty lub po prostu na swój własny sposób. Jeśli tobie zależy przede wszystkim na pieniądzach, to może cię dziwić upór z jaką niektórzy pragną na przykład władzy na posadach, które żadnych materialnych profitów nie przynoszą. Dla nich jednak władza jest bardziej opłacalna i pociągająca niż pieniądze. Dla innych opłacalny może być z kolei ciąg do wrażeń zmysłowych, religii czy innych tego typu niematerialnych motywatorów. To tylko potwierdza regułę, że robimy to, co uznajemy za słuszne i opłacalne subiektywnie – czyli dla nas.
W skali makro, dotykając z kolei działań na poziomie państwowym, koniec roku przynosi nam jak zwykle zapowiedź zmian w podatkach. Podatki dochodowe mają to do siebie, że zmieniać mogą się na niekorzyść obywateli wyłącznie z efektem od nowego roku. Stąd każda jesień przynosi niepokój, co też tam rządzący dla nas nowego wymyślili i ile to nas będzie teraz kosztowało.
W życiu wiele rzeczy może być niepewnych, ale akurat śmierć i podatki są zawsze na przeciwnym spektrum skali. Pewne jest również to, że spod lukrowanej fasady reklamowanych nam „oszczędności” przy uważnym liczeniu wyniknie coś zupełnie przeciwnego. Ale – jak napisałem wyżej – skoro już na etapie wyborów faworyzujemy polityków, którzy sprzedają nam bajki, to nie dziwmy się, że robią to dla nas tym chętniej już po osadzeniu się w parlamencie.Wróć także w tej kwestii do wpisu Dylematy Butcha Coolidge’a.
Przejdźmy teraz do tytułowej zasady Kempa. Były futbolista i późniejszy polityk, pełniący wysokie funkcje za czasów liberalnej administracji Ronalda Reagana w latach 80-tych XX wieku – Jack Kemp słusznie zaobserwował, że „tego, co społeczeństwo nagradza, ma coraz więcej, a tego, za co karze, coraz mniej”.
Przełóżmy to na reformę podatkową – taką jak ta zapowiadana na przyszły rok i wynikająca z tak zwanego Polskiego Ładu. Mamy mieć przykładowo wysoką składkę zdrowotną, nieodliczalną już od podatku i będącą w istocie dodatkową daniną – parapodatkiem. Liczona ma ona być od dochodu lub przychodu – im wyższy tym wyższa składka. Niższą składką obciążona ma być działalność gospodarcza (również ta jednoosobowa, traktowana jako substytut etatu przez na przykład freelancerów), o ile wybrana zostanie stawka liniowa, a najlepszy efekt pod tym kątem osiągnięty może zostać przez wybór działalności gospodarczej z jednoczesnym wyborem ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Dodajmy do tego, że wybór tych ostatnich form pozwala także na obniżenie wysokości głównego podatku (PIT) – w stosunku do kanonicznego zatrudniania na etacie.
Czy opłaca się zatem od strony podatkowej pracować na etacie i zarabiać dużo? Nie opłaca się. Czy opłaca się kombinować i szukać innych form zatrudnienia, de facto mniej pewnych z punktu widzenia bieżącego i przyszłego zabezpieczenia socjalnego (brak ochrony z kodeksu pracy, minimalne składki emerytalne)? Jak widać – tak. Przypomnę – ludzie robią to, co jest dla nich w danych okolicznościach najbardziej opłacalne. A co z tymi, którzy nie chcą lub nie mogą rezygnować z etatu? No cóż, ci dostają jasny komunikat – nie opłaca się zarabiać dużo bo państwo ci tym więcej zabierze. W ogóle najlepiej byłoby dochody ukrywać, wykazywać tylko zarobki do wysokości kwoty wolnej od podatku (którą akurat zwiększono) a resztę brać pod stołem – mówię oczywiście ironicznie. Przejść na „fikcyjną” działalność gospodarczą. Lub czuć się wyróżnionym nową „ulgą dla kasy średniej”.
Nie jest to zresztą specjalna nowość – progresja podatkowa (rosnąca skala stawek) nie została wynaleziona wczoraj, ale teraz podwyżka jest dokonywana sprytniej – nie przez podwyżkę podatków jako takich (te się formalnie zmniejszają przez zwiększenie kwoty wolnej oraz weryfikację progów podatkowych), ale przez wprowadzanie dodatkowych parapodatków, czy likwidację korzystnych odliczeń.
Kemp wiedział co mówi i zresztą nie tylko mówił – był jednym z autorów głośnej reformy obniżenia podatków, którzy przyniosła administracji Reagana ogromną popularność.
Myśl Kempa każe zastanowić się także szerzej – co nagradza dzisiejsze państwo a co karze? Czy nagradza tych, którzy ciężko i w sposób odpowiedzialny pracują, oszczędzają, myślą o przyszłości i chcą pomnożyć majątek? Czy też nagradza kombinowanie, życie z dnia na dzień, bez żadnych zobowiązań społecznych, w skupieniu na sobie, ale za to ponad stan i na kredyt? Dla tych żyjących według tej drugiej metody zawsze znajdą się w końcu odpowiednie zasiłki, państwo uratuje ich też przed złymi decyzjami, jak kredyty walutowe, które bez refleksji zaciągnęli. A tych, którzy byli rozsądni, nie trwonili środków, ale odkładali na emeryturę obciąży dodatkowymi parapodatkami, jak opłata przekształceniowa od OFE. Oraz nie omieszka ścignąć ich za jednodniowe nawet opóźnienie w płaceniu podatków.
W klasycznej bajce Jeana de La Fontaina „Konik polny i mrówka” ten pierwszy lato spędził, jak pamiętamy, na korzystaniu z uroków życia i swawoleniu, podczas gdy mrówka skwapliwie gromadziła zapasy. Po czym przyszła zima.
W bajce mrówka odmówiła pomocy leniwemu konikowi, każąc mu tańczyć dalej, skoro zaniechał przygotowań i ponieść tym samym konsekwencje swoich dziecinnych wyborów. Tak wygląda w końcu życie, które w założeniu powinno nagradzać pracowite i zapobiegliwe mrówki oraz karać leniwe i krótkowzroczne koniki polne. Mrówek powinno być dzięki temu więcej, a ich postawa powinna stanowić wzór dla wszystkich innych. Natura kieruje się zasadą Kempa.
Ale jestem dziwnie przekonany, że w dzisiejszej rzeczywistości gospodarczej, to konikowi rzucono by solidne koło ratunkowe.
A rachunek za to wystawiono mrówce.