Kategorie
Natura Punkt widzenia Zwierzęta

U dentysty

Jak zdefiniować ssaka? Myszy, słonie, nietoperze, kangury, psy, koty, a w końcu ludzi i setki innych gatunków z naszej gromady łączą wspólne cechy – mamy włosy, ciepłokrwisty metabolizm, duże mózgi, zróżnicowane funkcyjnie uzębienie i – na co sama nazwa wskazuje – nasze dzieci, gdy są małe, ssą mleko.

Ale to, co naprawdę zróżnicowało ssaki ewolucyjnie i dało nam przewagę na Ziemi nie jest tym, o czym myślimy instynktownie. Kluczową innowacją było nie ssanie mleka, ale wykształcenie się nowego stawu zamykającego szczękę – pomiędzy kością zębową żuchwy, a kością łuskową czaszki. Rozwój nowego, silniejszego łącznika, który czyni nasze szczęki tak wielokierunkowo mobilnymi, był głównym punktem zwrotnym w ewolucji i uruchomił łańcuch zaskakujących zmian. Był jak kluczowy klocek Lego w zestawie.

Nagle szczęki, które wcześniej słabo przylegały do ​​czaszki zostały mocno zaciśnięte. Nowy staw był w stanie generować znacznie silniejszy i precyzyjny zgryz. Mógł również zapewniać znacznie bardziej kontrolowane gryzienie, zaaranżowane przez mięśnie skroniowe, żwacze i skrzydłowe – jak trzy struny lalkarza.

Odblokowało to zupełnie nowy sposób jedzenia, który uważamy za oczywisty, ale który jest niezwykle rzadki wśród zwierząt: żucie. Przeżuwając jedzenie na papkę wczesne ssaki mogły przeprowadzić większość przetwarzania w jamie ustnej, rozpoczynając trawienie zanim pokarm trafił do żołądka. Był to kolejny sposób na efektywniejsze przyjmowanie większej ilości kalorii – tak potrzebnych do rozwoju i podtrzymania wyjątkowo energochłonnego organu, jakim jest mózg.

W konsekwencji ssaki triasowe sprzed ponad 200 milionów lat stały się maszynami do przetwarzania żywności. Ich szczęki – tak jak i nasze – mogły poruszać się w górę, w dół, w przód, w tył oraz na boki. Skoordynowane ruchy szczęki były jednak tylko częścią równania. Aby żuć efektywnie, górne i dolne zęby tych ssaków musiały się połączyć. Nazywa się to okluzją.

A ma to i swoje ciemne strony. Zęby górne i dolne muszą być dokładnie do siebie dopasowane, w przeciwnym razie nie połączą się ze sobą i wtedy żucie będzie w najlepszym przypadku nieefektywne, a w najgorszym niemożliwe. Gdyby zwierzęta wymieniające zęby przez całe życie próbowały żuć – nawet mając idealnie dopasowane zęby górne i dolne – to już utrata jednego z nich powodowałaby, że przeciwny nie miałby partnera, z którym mógłby się zwierać. Odrośnięcie go zajęłoby trochę czasu, a on w miarę wzrostu zmieniałby kształt, nigdy nie dopasowując się do drugiego zęba, przynajmniej dopóki nie osiągnąłby pełnego rozmiaru.

Ssaki wpadły na „genialne” rozwiązanie. Przestały wymieniać zęby przez całe życie, zamieniając nieograniczoną liczbę pokoleń zębów swoich przodków na zaledwie dwa zestawy, które muszą wystarczyć im na całe życie: serię zębów mlecznych w dzieciństwie, a następnie stały zestaw zębów dorosłych. Nazywa się to difiodontyzmem.

Przyznam, że mam o to sporą pretensję do moich odległych przodków za każdym razem, gdy muszę iść do dentysty.