Kategorie
Punkt widzenia Styl życia

Błąd przeżywalności

„Kiedyś wszystko robili bardziej solidne niż dziś” – słyszymy, mówimy i przyjmujemy to z przekonaniem. Ale czy rzeczywiście? 

Mit ten wydaje się dziś szczególnie żywy w świecie urządzeń gospodarstwa domowego oraz w motoryzacji. 

Na pewno prawdą jest, że obecnie nikomu nie opłaca się produkować nadmiernie trwałych i solidnych rzeczy, zbudowanych, aby przetrwać dziesięciolecia – ponieważ to nie napędza sprzedaży. Dotyczy to szczególnie tych z nich, które szybko wychodzą z mody i zużywają się prędzej pod względem moralnym, niż technicznym.

Z drugiej strony standardy technologiczne, materiałowe i jakościowe wciąż rosną, tak jak i rośnie stopień skomplikowania artykułów, które kupujemy. Dzisiejsze wymogi produkcji są zupełnie inne – kiedyś budowano rzeczy w sposób bardziej (mówiąc językiem nienaukowym) toporny, aby zapewnić podzespołom odpowiednią tolerancję, która sprawdzała się w boju dopiero podczas życia, a dziś można ją już w sposób bardziej dokładny mierzyć i testować w laboratorium.

Więcej dziś też wymagamy od rzeczy, które posiadamy. Stara Nokia może i była solidniejsza (czytaj – cięższa, wykonana z grubych i twardych plastików) niż dzisiejszy designerski smartfon – wykonany ze szkła i cienkiego aluminium, ale pomijając sentymenty – kto chciałby dziś na poważnie jej używać? 

Więcej wybaczamy też staremu samochodowi, który przetrwał z nami dwie dekady, niż nowemu. Ale trzeba pamiętać, że prawdopodobnie kosztował on – uwzględniając inflację i naszą realną siłę nabywczą – proporcjonalnie niewiele mniej niż dzisiejszy nowy, mając może grubsze dywaniki, ale nie mając nawet jednej dziesiątej jego udogodnień i technologicznych rozwiązań. Przyjmujemy wobec nich inne standardy.

Właśnie – kluczowe jest tu słowo „przetrwał”. W ciągu swojego życia kupiliśmy tysiące rzeczy i tylko niektóre przetrwały z nami do dziś. Reszta zaginęła, zepsuła się, została wyrzucona, porzucona lub oddana w spadku. Ale to właśnie na podstawie tych nadzwyczajnie trwałych i bardzo nielicznych rzeczy, które przetrwały i które zachowaliśmy, budujemy dziś szersze teorie.

To jest właśnie złudzenie lub błąd logiczny zwane „błędem przeżywalności” (ang. survivorship bias lub survival bias). I błąd ten jest obecny w bardzo wielu dziedzinach naszego życia.

Instytucje finansowe ocenia się według ich wyników w danym okresie. Mówiąc precyzyjnie – ocenia się te, które ten okres przetrwały i nie zbankrutowały lub nie zostały przejęte przez te bardziej skuteczne. Zatem jakiekolwiek dane na temat ogólnych wyników graczy na rynku, na podstawie których podejmujemy tak istotne decyzje inwestycyjne i do których się porównujemy, są skażone istotnym błędem wyjściowym – pomijają tych inwestorów instytucjonalnych, którzy mieli wyniki tak złe, że po prostu nie przetrwali.

Mamy przekonanie, że historyczne dzieła sztuki były znacznie lepsze niż obecne. W porządku – zapewne tak jest, ale zdajmy sobie sprawę, że oceniamy jedynie drobny promil wszystkich dzieł artystycznych, które przetrwały do dziś – czyli nie zostały zniszczone, rozkradzione, czy ukryte. Działamy na selektywnej próbie – zapewne takiej, którą ktoś już wcześniej dla nas wyselekcjonował z uwagi na istotne walory artystyczne i szczególnie chronił, by przetrwała.

Zachwycamy się pięknem i solidnością dawnej architektury – zapominając, że oglądamy jedynie najtrwalsze budynki, które miały szczęście przetrwać meandry historii. Tych, które rozpadły się lub zostały celowo wyburzone nie oceniamy. Bo ich nie ma.

Klasyczna muzyka wydaje nam się lepsza niż dzisiejsza, ale słuchamy w kółko jedynie garstkę wybranych, wybitnych utworów, podczas gdy nowa muzyka jest nam puszczana bez żadnych filtrów – dobra, czy zła.

Inspirujemy się pięknymi historiami o ludziach, np. przedsiębiorcach, którzy odnieśli sukces pomimo spotykających ich przeciwności. Budujemy na tej podstawie niebezpieczny mit, że wystarczy być odpowiednio zdeterminowanym, aby odnieść sukces i wszystko jest wyłącznie w naszych rękach. Ale co z tymi, którzy natrafili na mniej przychylne okoliczności, pojawili się na rynku w złym momencie, nie spotkali właściwych ludzi? Którym zabrakło prostego szczęścia (a którego akurat nie brakowało tym z pierwszej grupy), pomimo wszystkich przymiotów umysłu i ducha? O nich historia milczy, a to oni są jednak w przeważającej większości.

Kiedy podczas wojny Amerykanie poddawali inspekcjom samoloty, które szczęśliwie wracały z akcji bojowych i zastanawiali się, jak ulepszyć rozwiązania, które zapewniły im przetrwanie – np. wzmocnić te części kadłuba, gdzie ostrzał przeciwnika trafił celu, ale tym razem nie okazał się śmiertelny, ktoś mądry zadał pytanie odwrotne – a może zastanowimy się lepiej nad tymi rozwiązaniami, które zawiodły – w tych samolotach, które nie wróciły? Czyli wzmocnijmy nie te elementy, które przyjęły ostrzał bez szwanku, ale wszystkie pozostałe.

Chwalmy zatem nasze stare rzeczy, bo faktycznie okazały się nadzwyczaj solidne, dokonaliśmy słusznego wyboru i oby dalej dobrze nam służyły. Na pewno mają swój urok. Ale nie budujmy na tej wąskiej próbie przekonania, że kiedyś wszystko było lepsze. Bo jest tak tylko w naszej selektywnej pamięci.