Kategorie
Historie Natura Styl życia

Długowieczność

Jak mawiał amerykański komik Steven Wright: „Chciałbym żyć wiecznie. Na razie idzie mi nieźle” (I intend to live forever. So far so good).

Elżbieta Aleksandra Maria Windsor, znana jako Elżbieta II, królowa Wielkiej Brytanii, urodziła się 21 kwietnia 1926 roku i zbliża się obecnie do 96 urodzin. Od 9 września 2015 roku jest najdłużej panującym monarchą w historii swojego państwa – pobiła wtedy dotychczasowy rekord swojej praprababki, królowej Wiktorii (63 lata, 7 miesięcy i 2 dni). Pozostaje na tronie nieprzerwanie od niemal 70 lat – jej platynowy jubileusz przypadnie 6 lutego tego roku.

O tytuł najdłużej panującej głowy państwa w historii nowoczesnej cywilizacji Elżbieta II rywalizowała z Bhumibol’em Adulyadej’em – królem Ramą IX z Tajlandii (70 lat na tronie) i rywalizuje jeszcze z Ludwikiem XIV – Królem Słońce z Francji (72 lata). Podobno w całej historii dłużej panował jeszcze Pepi II, władca starożytnego Egiptu (94 lata), ale on miał jednak znacznie szybszy start – tron objął w wieku lat 6.

Z oczywistych względów większość poddanych Elżbiety II nie pamięta już innego króla. Jej najstarszy syn Karol sam ma już na karku 73 lata i jest najdłużej oczekującym na objęcie korony spadkobiercą w historii. Wszystko również wskazuje, że kiedy jego matka uda się na zasłużony wieczny odpoczynek, będzie on również najstarszym obejmującym tron monarchą. Prawdopodobnie zostanie Karolem III, choć akurat poprzedni dwaj królowie o tym imieniu (Stuartowie z burzliwego dla Anglii XVII wieku) nie mieli łatwego życia. Tak czy inaczej, Karol przesiaduje w poczekalni do tronu bardzo długo, co przypomina o tym, że urodzenie się w długowiecznej rodzinie (matka Elżbiety II dożyła 101 lat) ma zarówno swoje plusy, jak i minusy.

Była w moim dzieciństwie taka zapomniana już i nigdy nie wznowiona książka Henryka Spaczila – „Król Jęczmionek”. W jednej z opowieści, która wywarła na młodym mnie na tyle duże wrażenie, że dobrze ją pamiętam, chłop dostał na swoje życzenie od posiadającego magiczne zdolności Jęczmionka dar długowieczności i… okazało się to w istocie przekleństwem. Widział jak jego rodzina, a później przyjaciele kolejno umierają, jak zmienia się świat wokół niego, jak jego bezkresne pola znikają, zajęte przez tory kolejowe i inne zdobycze cywilizacji, których nie rozumiał. Długowieczność może i jest marzeniem, ale w istocie może też nieść sporo problemów – w tym dla samego długodystansowca.

Jak pisze Bill Bryson w książce „Ciało. Instrukcja dla użytkownika” (The Body: A Guide for Occupants), nie jest do końca jasne, dlaczego się starzejemy i umieramy. Już 30 lat temu, jak skrupulatnie policzył rosyjski biolog Żores Miedwiediew, istniało około 300 poważnych naukowych teorii i badań na ten temat i każda była nieco inna (na pewno ich liczba od tego czasu nie zmalała). Istnieją na ten temat 3 główne poglądy – że umieramy, ponieważ z wiekiem rośnie w naszym ciele liczba genetycznych mutacji, które ostatecznie prowadzą do powstawania śmiertelnych nowotworów, że ciało z wiekiem po prostu się zużywa, jak nie przymierzając wysłużony samochód lub, że nasze komórki z wiekiem niejako zapychają się toksynami, których nie są już w stanie efektywnie wydalać.

Leonard Hayflick, amerykański anatom, wysnuł w latach 60-tych XX wieku przełomową teorię, że starzejemy się, ponieważ nasze komórki mają wbudowany limit liczby możliwych do przeprowadzenia podziałów. Po jego przekroczeniu nie mogą już tworzyć kolejnych pokoleń i ulegają samodestrukcji, zwanej apoptozą. Liczba podziałów jest zależna od rodzaju komórki i organizmu, z którego pochodzi – dla ludzi wynosi ona około 50. Jest to tak zwany Limit Hayflicka. Co interesujące, te biologiczne ograniczenia nie dotyczą komórek macierzystych i komórek nowotworowych – te anioły i diabły wśród tworzących nas cegiełek są teoretycznie nieśmiertelne.

Hayflick zauważył także, że jeśli komórki zamrozi się i następnie po jakimś czasie przywróci do aktywności, to kontynuują one odliczanie dokładnie w tym samym miejscu, w którym cykl został przerwany. Jest w nas zatem coś, co niczym licznik lub zegar bezwzględnie i niezawodnie liczy czas pozostały do naszego końca. Dziś wiemy, że chodzi tu o telomery – wyspecjalizowane nukleoproteiny występujące na końcach naszych chromosomów. Skracają się one wraz z każdym kolejny podziałem komórkowym. Być może klucz do wiecznej młodości tkwi zatem w telomerazie – enzymie, który odpowiada za odnawianie telomerów i wydłużający tym samym linię życia.

O nieśmiertelności marzymy od zawsze. Legendy o istniejącym gdzieś Źródle lub Fontannie Młodości są stare jak cywilizacja i obecne we wszystkich właściwie kulturach, co pokazuje, że jest to pragnienie uniwersalne – może dlatego, że wiemy, że jest w istocie niemożliwe do spełnienia. Bo kto na poważnie chciałby żyć wiecznie – jak śpiewał Freddie Mercury z Queen (Who Wants to Live Forever) w ścieżce dźwiękowej do mrocznego filmu fantasy „Nieśmiertelny” (Highlander) z 1986 roku.

Nasze fizyczne defekty uzupełniamy oczywiście wiarą w życie pozagrobowe (zobacz przy tej okazji wpis Święci, zmarli i uśmiechnięte dynie) oraz bardziej przyziemnymi, ale bardzo skutecznymi sposobami na przekazanie cząstek nas samych dalej w czasoprzestrzeni. Mamy dzieci.

Spodziewana długość życia człowieka cały czas się wydłuża, co cieszy samych zainteresowanych i jest dowodem na społeczny postęp, ale na pewno smuci państwowych zarządców funduszy emerytalnych. Starożytni Rzymianie byli uznawani za staruszków już wieku lat 40-stu. Dziś, o ile nie przydarzy nam się wypadek, śmiertelna choroba lub nie poddamy się zbyt szybko, możemy spokojnie liczyć na przekroczenie 70-tki. Ale i tak szanse, że zostaniesz superstulatkiem (czyli ukończysz 110 lat) nadal są bardzo niskie – wynoszą zaledwie jeden do siedmiu milionów. Ale jeśli jesteś kobietą, twoje szanse na to są statystycznie nieco wyższe.

Podobno do dożycia 80-tki wystarczy odpowiedni styl życia, a wszystko co pozwala żyć dłużej, to już czysta genetyka. Na świecie żyje obecnie około 300 wytrwałych i dobrze usposobionych genetycznie superstulatków (supercentenarians), przy czym potwierdzenie ich prawdziwego wieku nie zawsze jest łatwe. Państwa w których się urodzili i ich archiwa mogą już dziś nie istnieć – mówimy w końcu o ludziach urodzonych przed dwoma wojnami światowymi. Liczba pozytywnie zweryfikowanych liczy mniej niż 100 osób.

Najstarszą osobą na świecie jest w momencie pisania tych słów Japonka Kane Tanaka, urodzona w 1903 roku. Japonia to kraj najbardziej obfitujący w ludzi długowiecznych. Wciąż nie odpuszcza sobie jednak także Tekla Juniewicz, urodzona w 1906 roku – najstarsza Polka i czwarta najstarsza osoba na świecie. Ciągłość jej genów jest zapewniona – ma dwie córki, pięcioro wnuków, czworo prawnuków i czworo praprawnuków.

Kolektywna długowieczność to zresztą dobra strategia. W stanie Utah od 16 tysięcy lat rośnie najstarszy żywy organizm – kolonia topoli osikowej (Populus tremuloides). Na obszarze wielkości trzydziestu boisk piłkarskich znajduje się ponad 47 tysięcy drzew, które wspólnie stanowią jeden organizm – są genetycznie identyczne i dzielą wspólny system korzeniowy. Co najmniej od ostatniego zlodowacenia.

Jeśli interesują nas z kolei indywidualni maratończycy, to Methuselah okaz sosny długowiecznej (Pinus longaeva), rosnący w Górach Białych w Kalifornii zbliża się do swojego 50 stulecia. Jest objęty roślinnym odpowiednikiem programu ochrony świadków koronnych i jego dokładna lokalizacja pozostaje tajemnicą. Jego starszy kompan Prometheus został przypadkowo ścięty w 1967 roku.

Najstarszym żyjącym zwierzęciem, o którym wiemy jest z kolei olbrzymi żółw (Aldabrachelys gigantea) Jonathan z Wyspy św. Heleny na Atlantyku. Wykluł się prawdopodobnie w 1832 roku. To wojowniczy żółw – przynajmniej jeśli chodzi o wiek. Emeryturę spędza obecnie w domu gubernatora wyspy.

Jeśli wolisz bardziej standardowe zwierzęta domowe to na pewno zainteresuje cię fakt, że najstarszy pies w historii dożył 29 lat. Gdyby był człowiekiem, miałby 200 lat. Nazywał się Bluey i był australijskim psem pasterskim. Pracował całe życie w zawodzie.

Najstarszym domowym kotem była z kolei Creme Puff – lat 38. Jej właściciel, Jake Perry, wyhodował zresztą jeszcze jednego, niemal równie długowiecznego kota, co wskazuje, że musiał mieć na to jakiś dobry i sprawdzony sposób. Podobno karmił swoje zwierzęta specjalną dietą, pozwalając im nawet na drobny łyk czerwonego wina. Dbał również o ich rozrywki – zbudował dla swoich kotów garażowe kino.

Być może ciekawe życie jest jedną z tajemnic długowieczności. Wspominany już na tych łamach wielokrotnie legendarny inwestor Warren Buffett ma 91 lat, a jego wspólnik Charlie Munger 98 – i obaj podkreślają, że swoją długowieczność zawdzięczają ciągłej stymulacji umysłu i pracy pełnej ciekawych wyzwań. Wiele osób umiera tuż po przejściu na emeryturę, tracąc jak się wydaje wyraźny cel i miejsce dla siebie.

Warto również na pewno zachować w sobie coś z dziecka. Jak mawiał Walt Disney „starzenie się jest obowiązkowe, ale dorastanie opcjonalne!” (growing old is mandatory, but growing up is optional!). Im dłużej zresztą obserwuje się osoby dorosłe, tym bardziej widać, że starzeją się one głównie z zewnątrz – chyba, że same zdecydują inaczej. W badaniach satysfakcji życia osoby starsze wypadają niejednokrotnie lepiej niż osoby młode. W tym, że mądrość i dystans do spraw błahych przychodzą z wiekiem jest na pewno dużo prawdy.

Istnieje także teoria, że jako ludzie żyjemy dłużej niż inne ssaki naczelne, ponieważ musimy być potrzebni naszym wnukom. Ludzkie dzieci, z uwagi na dużą objętość mózgów i co za tym idzie duże głowy, rodzą się stosunkowo bezradne i muszą wiele nadrabiać już po urodzeniu – w tak zwanym „czwartym trymestrze”. Oznacza to bardzo dużo pracy dla rodziców. Do której zwykle miło doprosić jest dziadków.

Tradycyjne społeczności zawsze były co najmniej trzypokoleniowe. I nie jest to przypadek – mówi się, że menopauza u ludzkich kobiet jest wynalazkiem ewolucyjnym, bo niepłodność w późnym wieku niesie korzyści dla wspólnoty – starsze kobiety mogą poświęcić swój czas na opiekę nad swoimi dorastającymi dziećmi oraz wnukami. I z tej perspektywy dziwi sposób, w jaki obecne pokolenia zaczynają traktować swoich własnych rodziców – poddając ich dla własnej wygody eutanazji lub oddając do domu starców. Jest to na pewno jeden z symptomów upadku naszej cywilizacji.

Starsi rozumieli to lepiej – biblijny Noe przeżył ponoć 950 lat, ale kiedy jego syn Cham zaśmiał się ze staruszka, gdy ten się upił, senior przeklął skutecznie na wieki jego samego oraz jego dzieci. Mówiąc krótko – kiedyś chamskie zagrywki ze starszymi nie uchodziły płazem.

Nadzieje na to, że staruszek szybko wyciągnie nogi i odda spadek mogą być zresztą płonne, szczególnie w rodzinach długowiecznych. Kolekcjonerki starszych mężów może i wiedzą co robią, ale dobry research drzewa genealogicznego jest zawsze rozsądnym pomysłem. Jak wspomniałem, o długości życia decydują w dużym stopniu nasze geny. Jamajka Violet Brown, do niedawna jedna z najstarszych superstulatków (117 lat), była ostatnią żyjącą poddaną wspomnianej już królowej Wiktorii, a jej najstarsze dziecko zmarło dożywszy niemal setki. Nie jest zatem wykluczone, że i książę Karol, syn długowiecznych rodziców i wnuk jeszcze wytrwalszej babki rychło się końca swojej kolejki nie doczeka.

W tym kontekście warto przywołać historię Francuzki Jeanne Calament – najstarszego człowieka w znanej nam historii. Urodzona i mieszkająca całe życie w Arles w Prowansji (byłem, polecam) żyła 122 lata i 164 dni (od 21 lutego 1875 roku do 4 sierpnia 1997 roku). Jej ojciec dożył prawie 100 lat, podobnie jak brat, co potwierdza naszą teorię o genetycznej długowieczności. Sama Jeanne wiodła wygodne życie pani z wyższych sfer, nigdy nie pracując i wychodząc bogato za mąż w wieku lat 21. Swojego męża miała przeżyć o ponad pół wieku, a swoją jedyną córkę o 63 lata.

Calament nigdy nie chorowała, na rowerze jeździła do późnej 90-tki, codziennie piła kieliszek wina, jadła czekoladę i popalała 2 papierosy. Żyła samodzielnie i w bardzo regularny, uporządkowany sposób aż do 110 roku życia, po czym zdecydowała się na przeprowadzkę do domu opieki, gdzie po raz pierwszy zaczęła wykazywać wyraźne oznaki starzenia. Starych drzew się jak widać nie przesadza. Pozostała jednak w bystrości umysłu do końca swoich dni.

Jeanne Calament jest także bohaterką jednej z wybornych opowieści o zgubnych skutkach lekceważenia osób starszych od siebie. W 1965 roku, gdy popadła przejściowo w finansowe kłopoty, zgodziła się odsprzedać swoje mieszkanie lokalnemu prawnikowi (notariuszowi – André-François Raffray’owi) w zamian za dożywocie w wysokości 2.500 franków miesięcznie. Ponieważ Calament miała wówczas 90 lat, wydawało się to nabywcy interesem życia.

Prawnik umarł pierwszy – w 1995 roku, wypłacając do tego czasu żwawej staruszce 900.000 franków – co najmniej dwukrotną wartość mieszkania, w którym nigdy nie przyszło mu zamieszkać.