Kiedy w 1960 roku Edward Lorenz pracował nad pierwszymi modelami komputerowego prognozowania pogody, stworzył serię równań wyrażających relacje między temperaturą, ciśnieniem, prędkością wiatru itd. Był przekonany, że „prawie dokładne” dane wejściowe dadzą w efekcie również prawie dokładne wyliczenia i prognozy. Okazało się jednak, że w istocie nawet bardzo niewielkie odchylenie danych „na wejściu” dawało ogromne (rosnące wykładniczo) różnice „na wyjściu”.
Motyl Lorenza, czyli trójwymiarowy wykres (atraktor) trzech równań mających obrazować zjawisko konwekcji termicznej w atmosferze stał się w konsekwencji jednym z symboli teorii chaosu.
„Machnięcie skrzydeł motyla na jednym krańcu globu może spowodować miesiąc później huragan na drugim jego końcu”.
Jednym z przykładów tego efektu motyla jest katastrofa, która wydarzyła się w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku na Atlantyku, 450 mil morskich od miasta Halifax w Nowej Szkocji. Świadectwem tej katastrofy jest wrak statku, który do dziś leży na głębokości 2 mil wraz z 1.522 pogrzebanymi tam pasażerami. To Titanic – niedoszła perła w koronie White Star Line.
Gdzieś we wraku statku, zamknięta w rdzewiejącej szafce zamykanej na klucz, do dziś musi znajdować się wysłużona lornetka. „Szkła” – jak wtedy nazywano takie urządzenie, było niezbędne, aby móc skutecznie nawigować i wypatrywać przeszkód na drodze wielkiego okrętu pasażerskiego.
Niestety marynarz o imieniu David Blair, który miał być drugim oficerem podczas dziewiczego rejsu Titanica z Southampton do Nowego Jorku, został w ostatniej chwili odwołany ze składu załogi. Jego miejsce zajął Charles Lightoller. W pośpiechu wywołanym przekazaniem obowiązków, panowie Blair i Lightoller zapomnieli przekazać sobie jednej bardzo istotnej rzeczy – klucza do tejże szafki na bocianim gnieździe.
Bez dostępu do lornetki, załoga musiała wypatrywać niebezpiecznych gór lodowych na trasie Titanica gołym okiem. Jak wiemy dziś, ostatniej z nich nie udało im się dostrzec pod osłoną nocy – zanim było za późno. Gdyby mieli przy sobie „szkła”, gdyby mogli je znaleźć i wyciągnąć z szafki, historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej.
Pan Blair przekazał później nieszczęsny, zapomniany klucz swojej córce, który wraz z pocztówką, w której wyrażał smutek z powodu opuszczenia ekscytującego (jak się okazało w tragicznym tego słowa znaczeniu) rejsu został później sprzedany na aukcji za 90 tyś. funtów.
Nie była to oczywiście jedyna przyczyna katastrofy. Stal, z której wykonany był największy statek pasażerski swoich czasów okazała się nie być najwyższej jakości, szczególnie na mroźnym Atlatyku. Statek uderzył w górę lodową pod wyjątkowo niekorzystnym kątem. Zabrakło też szalup do ratowania pasażerów – Titanic miał być w końcu niezatapialny.
Płynął też za szybko i to nie tylko z powodu chęci zaimponowania prominentom na pokładzie. W ładowni, jak się później okazało, wybuchł pożar węgla, który był z tego powodu jak najszybciej wsypywany do pieców, aby nie doprowadzić do dalszego rozprzestrzenienia się ognia. W efekcie Titanic płynął tej nocy w szaleńczym tempie, pozostając przy tym ślepcem
W ten sposób seria małych niefortunnych zdarzeń i niewielkich z pozoru zaniedbań doprowadziła kumulatywnie, niczym seria małych uderzeń skrzydeł motyla, do wielkiej katastrofy.