„Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu” – brzmi znane polskie powiedzenie.
Ma ono zresztą jeszcze kilka innych odmian – jak pozostające w ptasiej konwencji „lepszy dzięcioł w ręku niż orzeł na sęku”, nie pasujące najwyraźniej do obecnego stanu leśnej flory „lepszy rydz niż nic”, czy zawadiackie „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”.
Przysłowia są ciekawym przykładem idei, które na długo zostają w głowie – to taka lapidarna, obrazowa, ludowa mądrość. Miguel de Cervantes, autor „Don Kichota”, nazywał przysłowia „krótkimi słowami wywodzącymi się z długich doświadczeń”.
Powiedz mi, że lepsze jest coś, co może i jest niedoskonałe, ale pewne i dostępne niż nieosiągalny ideał, a pokiwam głową i zapomnę. Ale wyraź to w obrazowy sposób, a zapamiętam.
Mógłbym przynudzać ci na przykład, że w ujęciu rocznym budżety państw Unii Europejskiej tracą około 130 miliardów euro w wyniku tak zwanej „luki VAT” – czyli różnorodnych oszustw polegających na niepłaceniu tego podatku lub, co gorsza, jego bezprawnym odzyskaniu z urzędu do prywatnej kieszeni – a pewnie wzruszysz ramionami. Takie są niestety prawa wielkich liczb – szczególnie tych abstrakcyjnych (śmierć jednego człowieka to tragedia, śmierć milionów to statystyka – to Erich Maria Remarque w „Czarnym Obelisku”, a nie Józef Stalin). Ale jeśli powiem ci, że te same państwa tracą w wyniku „karuzel” VAT ponad 4 tysiące euro na sekundę, to wywrze to zapewnie na tobie dużo większe wrażenie. Nawet Christiano Ronaldo nie jest w stanie zarobić i wydać takich pieniędzy.
Wiemy, że dinozaury wyginęły około 65 milionów lat temu, pod koniec okresu kredowego, prawdopodobnie w wyniku uderzenia w Ziemię komety lub planetoidy, czego dowodem ma być rozległy krater Chicxulub na półwyspie Jukatan i na dnie Zatoki Meksykańskiej. Powtarzamy tę liczbę „65 milionów” od tak dawna, że dobrze ją pamiętamy – ale nie oznacza to wcale, że potrafimy wyobrazić sobie, jak duża jest ona w istocie. Otóż tak duża, że gdyby jeden rok trwał minutę, to musiałyby upłynąć 123 lata, aby ten czas wypełnić. Musielibyśmy mozolnie cofać się minuta po minucie do 1899 roku, czyli do XIX wieku. Nawet Jeanne Calament ze wpisu Długowieczność nie żyła tak długo.
Wracając jednak do naszych wróbli w garści. Przysłowie to nie jest zarezerowane wyłącznie dla języka polskiego – przeciwnie, istnieje w większości popularnych języków świata. W języku angielskim brzmi ono nawet bardziej obrazowo niż u nas (bo co jest niby bardziej atrakcyjnego w gołębiu niż we wróblu, nie jadamy już ani jednych, ani drugich): A bird in the hand is worth two in the bush.
Szwedzi idą jeszcze dalej, mówiąc o przewadze jednego pewnego ptaka nad dziesięcioma w lesie – co może świadczyć, że od wieków bardziej dbali o przyrodę (po bezkresnym angielskim lesie Sherwood pozostało dziś nie więcej niż 400 hektarów). Hiszpanie myślą abstrakcyjnie i opowiadają o wyższości jednego złapanego ptaka nad stoma latającymi nad głową. Rosjanie porównują z kolei sikorkę do żurawia. Podobne przysłowie znajdziemy w języku rumuńskim, włoskim, portugalskim, niemieckim, islandzkim, a nawet w średniowiecznej łacinie.
W języku angielskim omawiane przysłowie po raz pierwszy pojawiło się w książce „Wędrówka Pielgrzyma” (Pilgrim’s Progress) Johna Bunyana z 1678 roku. Ale sama idea jest dużo starsza. W jednej z bajek Ezopa – „Jastrząb i słowik”, ofiara drapieżnego ptaka próbuje uratować życie przekonując go, że jest zbyt mała, aby zaspokoić jego apetyt – na co jastrząb odpowiada, że tylko głupiec porzuca to, co ma pod ręką, aby podążać za tym, co jest poza jego zasięgiem. Opowieść tę datuje się na rok 570 p.n.e. Nie zapominajmy także, kto i kiedy sięgnął z nudów po zakazane jabłko z górnej gałęzi.
Jaki jest clue tego przysłowia? Jest to oczywiście ostrzeżenie, zapewne poparte jakimiś trudnymi, życiowymi lekcjami i doświadczeniami, aby nie wypuszczać z ręki sprawy pewnej na rzecz czegoś jedynie spekulacyjnego. Zawsze lepiej uczyć się na błędach innych, niż na swoich – ktoś najwyraźniej musiał mieć kłopoty nie umiejąc uszanować tego, co miał i goniąc za okazją i przekaz ludowy to na wieki utrwalił. Przysłowie jest zatem krótkie i treściwe, ale zawiera w sobie głębszą mądrość, która może mieć zastosowanie w wielu sytuacjach.
Oczywiście jak każdą historyczną „mądrość” i tę można podważać i kwestionować. Ostatecznie gdybyśmy zadowalali się tylko tym, co jest tu i teraz, nie odkładali przyjemności na później, nie inwestowali, nie gonili króliczka, to nie doszlibyśmy nigdy do obecnego poziomu rozwoju cywilizacji. Postęp i dążenie do czegoś, czego jeszcze nie mamy polega w istocie na ignorowaniu wróbli, w pogoni za gołębiami. Proces pogoni jest zresztą dużo ciekawszy, niż zrealizowany już cel. „Obyś znalazł to, czego szukasz” – mówi w końcu chińskie przekleństwo, dużo starsze niż omawiane dziś powiedzenie.
We wpisie Szczekać pod właściwym drzewem odsyłałem was do samodzielnego zapoznania się z przesławnym „Testem pianki” (Marshmallow test) Waltera Mischela. Eksperyment przeprowadzony w 1972 roku na Uniwersytecie Stanforda wykazał, że dzieci, które były w stanie przeczekać 15 minut bez konsumowania jednej słodkiej pianki na rzecz obiecanej nagrody w postaci dwóch, odniosły w życiu dużo większe sukcesy niż te, które nie potrafiły odsunąć nagrody w czasie (delay gratification). Czasem dwa ptaki w zaroślach są zatem lepsze niż jeden w garści. Dosłownie i w przenośni.
Mądrość analizowanego przysłowia wydaje się natomiast dotyczyć sytuacji, w której mamy w ręce coś, czego w istocie potrzebujemy i nie możemy bezkarnie poświęcić (na przykład za cenę biedy, głodu, czy innej tragedii), a jednak porzucamy to bezmyślnie na rzecz czegoś, czego i tak nie dosięgniemy i nigdy mieć nie będziemy. Wytrwałe dzieci wiedziały, że nie umrą z głodu bez zjedzenia podsuniętej im pianki, a po 15 minutach nieznośnie dłużących oczekiwań i cieknącej śliny dostaną na pewno swoją nagrodę. W życiu natomiast wszystko co spekulacyjne jest już z natury rzeczy obarczone ryzykiem niepowodzenia i utraty.
Wydaje się, że wraz z rosnącymi stopami procentowymi kończy się powoli rozpędzona od kilku lat hossa na rynkach finansowych i rynkach nieruchomości. Nie da się oczywiście przewidzieć dokładnego momentu, w którym to nastąpi (może nawet już następuje), rynku nie da się nigdy przyłapać in flagranti (never time a market – to złota zasada inwestowania). Ale jest absolutnie pewne, jak prawo grawitacji, że przeżyjemy jeszcze w naszym życiu niejeden finansowy kryzys, a kilka rosnących obecnie baniek spekulacyjnych spektakularnie pęknie.
W życiu trzeba umieć stwierdzić kiedy się zatrzymać i kiedy jest Tyle, ile trzeba – jak pisałem już w innym wpisie.
Warren Buffett, obserwując w swoim długim życiu wiele bolesnych upadków różnych aspirujących inwestorów i wielkich instytucji, które nie umiały w porę powstrzymać się przed spekulacyjną pogonią zwykł kwitować to tak:
„Zaryzykowali to, co mieli i potrzebowali, aby zdobyć coś, czego nie mieli i nie potrzebowali. A to jest głupota”.