Kategorie
Psychologia Punkt widzenia

Matka wszystkich strat

W rześki lutowy poranek 2003 r. grupa turystów zebrała się na parkingu winnicy Damaine Chadon w Napa Valley w Kalifornii, aby odbyć krajoznawczy lot balonem.

Wyprawa zapowiadała się ekscytująco, ale gdy ich wehikuł był przygotowywany do przyjęcia pasażerów i napełniany ciepłym powietrzem, nagły i nieoczekiwany powiew wiatru przechylił go, po czym zaczął podrywać z miejsca. Młody turysta, Szkot o nazwisku Brian Stevenson, próbował uprzejmie pomóc, łapiąc za kosz i przyciskając go do ziemi. Niestety balon zaczął już wówczas żyć własnym życiem – wyrwał się siłującej się z nim ekipie, poderwał się w powietrze i zaczął samowolnie odlatywać.

Piloci, mając odpowiednie doświadczenie i zdając sobie sprawę z zagrożenia, odpuścili od razu – odskakując w bok, aby nie zostać przypadkowo pociągniętym w górę. Niestety, nasz nieszczęsny, amatorski pomocnik nie miał takiego instynktu i nie usłyszał wykrzykiwanego doń ostrzeżenia – zagłuszonego prawdopodobnie szumem propanowego palnika. Nie rozluźnił chwytu.

Ta historia nie ma niestety happy-endu – pan Stevenson został wyniesiony przez uciekający balon na wysokość 100 metrów, gdzie siła mięśni w oczywisty sposób zawiodła go. I spadł.

„Nie mamy pojęcia dlaczego tak kurczowo się trzymał” – skomentował potem sprawę dla prasy miejscowy szeryf.

Naprawdę nie wiemy? A ile razy byliśmy w sytuacji, gdy coś poszło nie po naszej myśli, gdy popełniliśmy błąd (łatwy do naprawienia w zarodku), po czym orientowaliśmy się, że nasza wrodzona awersja do szybkiego (choć jeszcze wówczas mniej bolesnego) przyjęcia straty, do bycia przez moment niekomfortowo niekonsekwentnym spowodowała, że nie zrobiliśmy nic? A skutki tego błędu – przede wszystkim nienaprawienia go od razu – narastały wykładniczo? Ile to razy zwlekaliśmy z jakaś nieprzyjemną decyzją, o której wiedzieliśmy, że w naszym interesie było podjąć ją szybko i zdecydowanie, ale nie zrobiliśmy tego, przekonując samych siebie, że już za późno i ponosząc tylko dalsze, niepotrzebne koszty?

Nieprzypadkowo w świecie finansowych inwestycji mówi się, że nieumiejętność szybkiego przyjęcia małej straty prowadzi prędzej czy później do spotkania Matki Wszystkich Strat. Jak mówił Ernest Hemingway – bankructwo przychodzi najpierw stopniowo, a potem nagle.

Z kolei Japończycy mają takie proste życiowe powiedzenie, że jeśli wsiądziesz do złego pociągu, to lepiej wysiądź z niego już na kolejnej stacji, bo inaczej powrót będzie dla ciebie coraz kosztowniejszy.

Przykład pana Stevensona jest oczywiście ekstremalny, ale obrazowy – można założyć, że od momentu, gdy jego stopy oderwały się od ziemi znalazł się w całkiem znajomej nam „spirali decyzyjnej”, gdzie najlepszy moment na podjęcie dobrej decyzji był sekundę temu (i znowu sekundę temu itd). W jednej chwili podał dłoń, aby pomóc, w drugiej trzymał się, aby nie spaść, a w trzeciej trzymał się już na śmierci i życie. Cały czas myśląc, że trzeba było puścić przed chwilą, a teraz jest już za późno.

Aż w końcu faktycznie było za późno.