W bardzo przyjemnym filmie Ridleya Scotta – Dobry rok (A Good Year), Wuj Henry prosi głównego bohatera Maxa o zadanie sobie pytania: co jest najważniejszym sekretem komedii? – Timing odpowiada dzieciakowi na tak zadane pytanie.
Max w dorosłym życiu zostaje bezwzględnym londyńskim bankierem i zanim się nawróci i zacznie na nowo poszukiwać ducha Wuja Henry’ego, a następnie samego siebie, wykorzystuje to powiedzenie do zarabiania pieniędzy. Jak mówi swoim podwładnym: The secret to riches, lab rats, is the same as the secret to comedy: timing.
Jak widać właściwy timing (wyczucie właściwego momentu) jest ważny w wielu dziedzinach i można wykorzystywać jego moc dla różnych celów – zarówno powiedzenia dowcipu, jak i dobrego tradingu.
Muzyczny performer Miles Davies mówił, że czas nie jest najważniejszą rzeczą – jest jedyną rzeczą (time is not the main thing, it is the only thing).
Nie zdziwi was zapewne fakt, że istnieje cała nauka zajmująca się badaniem właściwego timingu w ludzkim życiu – chronobiologia. Wydaje się, że odkrywamy ją na nowo, bo o ile nasi przodkowie (nawet całkiem niedawni) żyli z konieczności zgodnie z rytmem dobowym, to już nasz istotnie się rozregulował i poszukujemy go na nowo. Pandemia pozwala co prawda pracować zdalnie i dostosować nieco godziny pracy do osobistych preferencji, ale w praktyce tylko w takim zakresie, w jakim pozwoli na to szef i klienci. A narzędzia pracy zdalnej promują niestety znaczne oczekiwania co do tego, że nasz timing będzie z gumy – tani, rozciągliwy i zawsze łatwo dostępny. Niemniej wielu z nas rozsmakowało się w pracy zdalnej i zamierza się jej trzymać. Inni wolą jasny i bardziej tradycyjny rozdział na czas (i miejsce) pracy i czas domowy. Grunt, że pojawił się jakiś wybór i świadomość.
Każdy z nas ma swój własny chronotyp, czyli układ dobowej aktywności. Najbardziej znane, przeciwstawne typy to „skowronki” i „sowy”. Inna, bardziej rozbudowana zwierzęcą skala uwzględnia „lwa”, „wilka”, „delfina” i „niedźwiedzia”.
Już sam wysyp książek na temat tak nudnej, ale i tak ważnej dziedziny jak właściwy sen wydaje się w tym kontekście bardzo symptomatyczny. Zaczynamy rozumieć, że właściwie zaplanowany czas musi uwzględniać aktywność, ale i odpoczynek. Nikomu już nie imponuje człowiek śpiący po 4 godziny na dobę – wręcz przeciwnie, historia wielu katastrof infrastrukturalnych i komunikacyjnych dowodzi, że ludzie niewyspani są bezproduktywni i niebezpieczni dla siebie i otoczenia.
Brak snu jest przyczyną otyłości, cukrzycy, obniżonej odporności, Alzheimera i wielu innych schorzeń. W tym kontekście producenci drogich materacy wiedzą co robią, pisząc wielkimi literami, że w łóżku (oczywiście najlepiej na ich produkcie) spędzimy przeciętnie 24 lata życia.
W książce „KIEDY. Naukowe tajniki doskonałego wyczucia czasu” (WHEN. The Scientific Secrets of Perfect Timing) – Daniel H. Pink daje sporo życiowych rad i przedstawia wiele praktycznych spostrzeżeń co do właściwego timingu.
Podobno statystyczny pracownik osiąga najbardziej bezproduktywny moment w ciągu dnia o godzinie 2:55 popołudniu. Ma to dalej idące konsekwencje – lekarze stawiają o tej porze najmniej trafne diagnozy, pacjenci umierają na stołach operacyjnych w wyniku prostych błędów i dekoncentracji personelu, liczba wypadków drogowych wzrasta, nastolatkom najgorzej wchodzą popołudniowe klasówki i egzaminy. Jeśli jesteś skazańcem liczącym na zwolnienie warunkowe to dobrze abyś wiedział, że o ile rano sędziowie wydają korzystne wyroki w około 65% przypadków, to z biegiem dnia liczba ta spada do zera – przy czym najbardziej beznadziejna pora przypada tuż przed obiadem. To tyle jeśli chodzi o sędziowską bezstronność.
Ale już po popołudniowej przerwie i odpoczynku każdy z wymienionych wyżej zaczyna na nowo performować bez zarzutu. Najlepszym czasem do pracy umysłowej lub trudnych negocjacji jest poranek, ale w świecie fizycznego sportu najwięcej rekordów jest bitych wieczorem. Jak widać znany od lat południowcom zwyczaj sjesty może mieć przydatne skutki społeczne. Niestety nie mam na to szans w moim zawodzie. I ty pewnie w swoim też nie – mam zatem nadzieję, że nie jesteś chirurgiem, sędzią lub kierowcą autobusu miejskiego.
Prawdopodobnie jedną z przyczyn, dla których w czasie pracy zdalnej wypalamy się szybciej jest brak przerw społecznych. W pracy dzień może upłynąć przerywany co jakiś czas rytualnym piciem kawy ze współpracownikami i przyjemnym small talkiem, a raz w ciągu dnia większym lunchem. Te rytuały mogą wywoływać sprzeciw co większych pracoholików, ale nauka udowadnia, że nie mają oni racji. Przerwy (szczególnie te krótkie, ale częste i najlepiej społeczne) są nam potrzebne, aby dobrze i efektywnie funkcjonować.
Timing jest zatem ważny pod kątem planowania czasu pracy – swojego i innych (szczególnie jeśli możne ona na nas wpływać). Ma on oczywiście także znaczenie w wielu innych dziedzinach życia.Nie zapominajmy, jak ważna jest choćby punktualność. W punktualności chodzi głównie o dotrzymywanie własnych zobowiązań, a mniej o sam czas, bo jak mówi żartobliwe powiedzenie „głównym problemem punktualności jest to, że nigdy nie ma tam nikogo na czas, kto by ją docenił”. Niemniej na pewno wielu z Was bardzo nie lubi się spóźniać i prawie zawsze jest przed czasem – to ważna cecha człowieka zdyscyplinowanego.
Nie wiecie natomiast może, jak ważne jest szybkie odpowiadanie na przychodzące maile. O sposobie podejścia do netykiety i czyszczenia skrzynki napisano już dziesiątki pseudonaukowych książek, ale wśród wielu teorii nadal nie ma lepszego sposobu niż odpowiedź najszybsza jak to możliwe. Badania wskazują, że szybkość odpowiedzi na zwykłego maila jest jednym z najważniejszych wskaźników, według którego można wiarygodnie ocenić zadowolenie pracowników z szefa. Im dłużej zajmuje szefowi odpowiedź na maila, tym mniej pracownicy są zadowoleni ze współpracy z nim i jego przywództwa. Więc jeśli masz w swojej skrzynce setki nieprzeczytanych i niezaadresowanych wiadomości i szukasz u mnie podbudowy teoretycznej, to nie mam dla ciebie dobrych wiadomości, będziesz się musiał ogarnąć.
Podobnie jeśli jesteś szefem i akurat nie kierujesz lotniskiem, to pamiętaj o tym, aby trafnie rozpoznawać chronotyp swoich współpracowników i nie zaburzać im rytmu dobowego swoim ględzeniem i pukaniem palcem w zegarek.
Daniel Pink konkluduje, że o ile w przeszłości myślał, że timing is everything, to dziś uważa, że to raczej everything is timing. I faktycznie, żadne wymogi nowoczesności nie są w stanie zmienić prostego faktu, że żyjemy według rytmu dobowego kształtowanego przez dziesiątki tysięcy lat ewolucji. Wszystko więc sprowadza się do właściwego czasu, nie wygramy z tym samą siłą woli, musimy się dostosować. Ważne, aby znać swój timing. I obserwować cudzy.
Wiedząc zatem już jak ważny jest timing możemy go dobrze wykorzystać. Podoba mi się w tym kontekście powołany w książce cytat z Orsona Wellesa (o którym pisałem we wpisie „Mars atakuje”): If you want a happy ending, that depends, of course, on where you stop your story.