Grudzień, a szczególnie Święta przynoszą tradycyjnie jeden z najtrudniejszych testów cierpliwości, odporności psychicznej, umiejętności strategicznego planowania oraz osobistej i zespołowej efektywności, jaki przychodzi nam zdawać.
Koniec roku to przecież zawsze zarówno regularne, jak i dodatkowe, pilne zadania zawodowe, które trzeba wykonać w krótszym z natury rzeczy miesiącu pracy. „Zamknięcie roku” dla każdego brzmi nieco inaczej i przypada w różnym terminie, ale dla nikogo nie symbolizuje raczej zwinięcia żagli i swobodnego dryfu.
W sferze mniej oficjalnej, trzeba zorganizować między innymi spotkania świąteczne – ze współpracownikami, z przyjaciółmi, a w końcu (patrząc chronologicznie) z rodziną. Kupić wszystkim prezenty – i to nierzadko dwukrotnie: mamy w końcu w jednym miesiącu do rozegrania najpierw rozgrzewkowe Mikołajki, a następnie ścisłe finały – Święta Bożego Narodzenia. Ugotować lub zorganizować świąteczne dania. Ogarnąć logistykę. Wytłumaczyć dzieciom, że cierpliwość jest ważna i trzeba jeszcze chwilę poczekać. I nie szukać w szafach – tam nic nie ma.
A wracając do pracy – odebrać ostatnie telefony, a potem kolejne. Odpowiedzieć na wszystkie spływające maile oraz wysłać wszystkie terminowe pisma. I umieć dobrze liczyć do 14.
Wszystko to sprawia, że niektórzy z nas narzekają na świąteczny okres lub odczuwają z jego powodu dodatkowy stres – szczególnie ci, którzy są przyzwyczajeni do bardzo wysokiej efektywności, kontroli nad rzeczywistością i pełnej sprawczości.
Tymczasem nie wszystkie prezenty da się kupić online, trzeba nierzadko odstać swoje w kolejkach, a wcześniej i później w korkach. Nie wszystkie prezenty da się kupić w ogóle – niektórzy twierdzą, że mają już wszystko i takich najtrudniej jest usatysfakcjonować. Jedzenie potrafi się przypalić, plany zdezorganizować, a prezenty z szafy znaleźć – pomimo, że prosiliśmy. Nasza rodzina opowiada na świątecznych spotkaniach co roku te same historie i ma własne, dobrze znane nam idiosynkrazje. Każdy z nas ma swoje złudzenia, które trzeba mieć na względzie.
Wszystko to jednak powinno prowadzić nas do prostego stwierdzenia, że pomimo wszystkich naszych wysiłków, jest pewien optymalny poziom – nazwijmy to – nieuporządkowania, który trzeba zaakceptować. Jeśli nie masz tolerancji dla nieefektywności, powtarzalności niektórych rytuałów, nachalnego marketingu, nietrafionych pomysłów, zwykłych nonsensów, pojawiających się znikąd przeszkód, czy regularnego absurdu – to niestety negujesz rzeczywistość.
Ale jeśli przy okazji Świąt zdasz sobie sprawę, że musisz to wszystko po prostu zaakceptować, kiedy przestaniesz zaprzeczać i przyjmiesz to jako naturalną cześć życia – gratulacje, zdałeś grudniowy test. I zdobyłeś przy tym jaśniejszą wizję tego, jak działa świat – co przyda się i w kolejnych miesiącach.
Życzę Państwu Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
Kategorie
Optymalny poziom nieuporządkowania