Trzy sprawy na Nowy Rok.
Po pierwsze – noworoczne plany. Wątpię, aby ktokolwiek wyobrażał sobie bardziej ambitną, konsekwentną, zmotywowaną i efektywną wersję przyszłego siebie niż robi to 31 grudnia lub 1 stycznia. Ta postać jest superbohaterem – mającym niewiele wad, ale wszystkie nasze zalety i jeszcze kilka. A skoro na przełomie roku lubimy myśleć o sobie jak najlepiej, to i naturalnie narzucamy tej wyobrażonej, najlepszej (i tak wygodnie jutrzejszej) wersji siebie super ambitne cele do zrealizowania. Które ma spełnić „szybko, dobrze i tanio” (spoiler alert: możesz liczyć na góra 2 z 3 tych przymiotów na raz).
Zrobiono kiedyś zabawne badanie, w którym starano się ustalić, jak długo w rzeczywistym świecie przetrwałby Batman – jedyny superbohater, który nie posiadając nadludzkich mocy musi polegać wyłącznie na sobie i swoim sprzęcie, musi być niezawodny i nie może sobie pozwolić na błąd. Wyszło, że góra 3 lata. To i tak nieźle – większość noworocznych planów dla superbohaterów z naszym własnym DNA upada po 3 tygodniach, o czym tradycyjnie przypomina „Blue Monday”. Rzeczywistość okazuje się zawsze trudnym przeciwnikiem wagi ciężkiej. „Każdy snuje plany, dopóki nie przyjmie pierwszego ciosu” – brzmiało znane powiedzenie „Żelaznego Mike’a”.
Noworoczne cele są zbyt ambitne, a nawet jeśli uda się je zrealizować, to ich planowanie rzadko uwzględnia, co będzie dalej. Stąd dobra życiowa rada – która płynie z ust tych, którzy niekoniecznie chcą co roku zarobić wyłącznie na naszej gorącej głowie, ale rzeczywiście pomóc – brzmi tak: „planuj procesy, a nie cele”. Dobre procesy i zwyczaje pomogą zrealizować cel, a jako utrwalone nawyki mają szansę na długowieczność wykraczającą poza dni i tygodnie. Nie zrozum mnie źle, trzeba mieć ambicje i mierzyć wysoko – problem w tym, że myślenie celami zamiast myślenia procesami i systemami znacząco zwiększa ryzyko porażki.
Po drugie – przewidywania. Mówiąc rysunkiem Andrzeja Mleczki o naszych wymaganiach wobec polityków – „żądamy obietnic”. I na tej samej zasadzie żądamy od ekspertów przewidywań na nowy rok. Prosty eksperyment – zachowaj noworoczną gazetę, czy stronę internetową z prognozami i wróć do niej po 12 miesiącach. Albo nawet zapamiętaj, co wydawało się absolutnie kluczowe, a co okazało się rzeczywiście takim być po upływie roku. Pamiętaj, że prognozowanie ma głównie wymiar psychologiczny – zmniejsza niepewność i dyskomfort z nią związany. Nawet jeśli nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Po trzecie – nastawienie. Nic nie kosztuje w długim okresie drożej, niż pesymizm. Mimo to większość przewidywań mówi nam co roku o spodziewanych kryzysach – na miarę końca cywilizacji. Pesymizm trudno odróżnić od krytycznego myślenia, podczas gdy optymizm często przypomina tanie chwyty sprzedażowe. Tymczasem wszyscy rośniemy (i żyjemy), nawet na ścianie strachu.
Jeśli powiem ci, że wszystko będzie dobrze – sceptycyzm gwarantowany.
Jeśli powiedziałbym ci, że wszystko się zawali – miałbym z pewnością większy zasięg.