Kategorie
Punkt widzenia Styl życia

Cukier

Słodkie napoje są obecnie passe. McDonald’s już nie serwuje ich domyślnie do zestawów. Te „niesłodkie” zresztą też. Bo acesulfam potasowy, aspartam i cyklaminian sodu.

Te słodkie są dodatkowo coraz droższe – od tego roku obciążone są w Polsce dodatkowym podatkiem (przepraszam – opłatą) cukrowym. Nie jest to może to samo co akcyza, ale skoro państwo chce na słodyczy zarabiać, to znaczy, że traktuje takie słodkie napoje jak alkohol i papierosy – słowem, jak używki. Motywowanie jakoby do „prozdrowotnych wyborów konsumentów” to oczywiście fasada. Producenci i dystrybutorzy przerzucą koszt każdej dodatkowej opłaty na konsumentów. A każdy, kto zna osoby nałogowo pijące słodkie energetyki wie, że wzrost ceny nie zniechęci ich do zakupu.

Cukier uzależnia jak kokaina. Słodycz nieprzypadkowo wywołuje w mózgu ten charakterystyczny przypływ przyjemności (zwany po angielsku bliss). Rezygnacja z niego powoduje z kolei nieprzyjemne objawy odstawienia. Zresztą, kto by tam mógł rezygnować – cukier jest wszędzie i we wszystkim. To przez niego tyjemy, to on jest współodpowiedzialny za lawinowy wzrost zachorowań na nowotwory. Za cukrzycę, wahania życiowej energii i próchnicę.

Myślimy, że szkodzi nam tłuszcz, a tak naprawdę z triady tłuszcz, sól i cukier, ten ostatni robi to najbardziej. Szczegóły tego przemysłowego procederu przedstawił Michael Moss w świetnej książce Salt, Sugar, Fat: How the Food Giants Hooked Us (brak polskiego wydania). Produkty spożywcze są obecnie celowo procesowane tak, aby zawierać optymalną (to jest maksymalną tuż pod poziomem przesytu) ilość któregoś z tych 3 składników. Przy czym cukier działa na konsumenta „najlepiej”.

Kiedyś cukier był nawet walutą, toczono o niego wojny i wymyślono systemowe niewolnictwo, aby zapewnić pracowników do jego pozyskiwania. Opowiada o tym ciekawa książka Dariusza Korytko – „Słodziutki. Biografia cukru”.

Przygotowując wpis „Księżyc”, oglądałem film dokumentalny o misji Apollo 11 z 1969 roku. Pokazuje on dziesiątki tysięcy ludzi zgromadzonych na przylądku Cape Canaveral na Florydzie i obserwujących historyczny start rakiety Saturn V. Co szokuje szczególnie, to że nie ma praktycznie wśród tej omiatanej kamerą widowni ludzi otyłych – w dzisiejszym tego słowa rozumieniu. Powtórzmy to – w Ameryce 50 lat temu nie byłem w stanie dostrzec otyłych ludzi. Film pokazuje nawet ówczesne food trucki – serwowano z nich proste hot-dogi i hamburgery, ale nie napoje słodzone. Wiele się przez te pół wieku zmieniło.

Słodki smak to sygnał dla mózgu, że jedzenie zawiera dużo energii. Jesteśmy więc ewolucyjnie zaprogramowani, aby wyszukiwać słodkie pokarmy. Pamietam jeden z odcinków podróży Wojciecha Cejrowskiego, w którym odwiedził on plemię południowoamerykańskich Indian. Potrafili oni spędzić godziny na poszukiwaniu małych słodkich owoców i wspinaniu się na drzewa w celu ich zerwania i celebrowanej konsumpcji. Każdy taki sukces uruchamiał zasłużony sygnał nagrody. Tak właśnie robiły to dawne społeczeństwa zbieracko-łowieckie – słodki owoc był rarytasem. Do tego dobrem bardzo rzadkim – ewolucja motywowała nas więc do jego niestrudzonego poszukiwania. Węglowodany najlepiej napędzają w końcu nasz energochłonny mózg.

Ostateczna konkluzja była oczywiście mało optymistyczna. Kiedy Indianom dostarczono nowoczesne cukierki, jedli je w sposób niepowstrzymany. Nie umieli w żaden sposób odłożyć opakowania. Aż do wypadnięcia zębów.

Czy wiesz jak organizm traktuje sacharozę (cukier z buraków lub trzciny), a jak fruktozę (cukier z owoców)? Sacharoza, znajdująca się w najbardziej popularnym białym cukrze trafia w pierwszej kolejności do mięśni jako glikogen. Ale fruktoza to jest w percepcji naszego jaskiniowego organizmu dobro szczególne, Święty Graal który od razu trafia do wątroby, gdzie jest zamieniana na tłuszcz magazynowany na gorsze czasy. O ile bedą jeszcze jakieś gorsze czasy.

Jeśli chcesz zatem schudnąć, to picie soków owocowych w tym nie pomoże. Szczególnie szkodliwy jest tzw. syrop glukozowo-fruktozowy. Z książek Michaela Pollana, takich jak The Omnivore’s Dilemma (brak polskiego wydania) możemy dowiedzieć się, że Prezydent Richard Nixon nie tylko bezpowrotnie złamał system z Bretton Woods (wymienialność dolara na złoto), ale także swoją równie nieprzemyślaną polityką rolną zachęcił producentów kukurydzy do istotnej nadprodukcji. I wymyślania, co by tu z tej kukurydzy jeszcze wyprodukować. Autor żartuje, że przeciętny klient fast-foodu ma obecnie całkowicie pełną, niczym niezakłóconą ekspozycję na kukurydzę. Jego samochód spala biopaliwo z dodatkiem kukurydzy. Cola, którą pije zawiera syrop glukozowo-fruktozowy z kukurydzy. Frytki są smażone na oleju z kukurydzy. Nawet kubeczki i słomki mają dodatek kukurydzy.

Syrop glukozowo-fruktozowy ma istotne zalety przemysłowe w stosunku do sacharozy. Jest płynny, więc łatwiej go transportować. Nie zamoknie i nie zbryli się. Jest słodszy w stosunku do swojej objętości. Kukurydzę też łatwiej uprawiać i przetwarzać niż buraki, czy trzcinę. Ale ponieważ zawiera cząsteczki fruktozy – to z przyczyn opisanych wyżej nadmuchuje nasze brzuchy jak balony. Dodatkowo zaburza wydzielanie hormonów greliny i leptyny, odpowiedzialnych za głód i sytość. Dodaj jeszcze do tego fakt, że twój mózg nie traktuje tego co pijesz jako jedzenia, pozostaje praktycznie ślepy na kalorie, które przyjmujesz ze szklanki i butelki i masz nieszczęście gwarantowane. Krótko mówiąc – nigdy nie zjadłbyś tyle cukru, ile jesteś w stanie go wypić

„Zachowaj spokój i zjedz ciastko” – mówią. No nie wiem.