Kategorie
Punkt widzenia

Stracona sztuka

Połowa filmów amerykańskich nakręconych przed 1950 r. i 90% kina niemego stworzonego przed 1929 r. już nie istnieje. Ta całkiem niedawna w skali historii twórczość została po prostu zniszczona, zagubiona lub z innych przyczyn utracona.

Prawdę mówiąc bardzo niewielka część historycznych dzieł – książek, malowideł, zapisów muzyki czy okazów architektury przetrwała do dziś. Gdyby stworzyć muzeum sztuki utraconej, miałoby wielokrotnie więcej zbiorów niż wszystkie istniejące muzea razem wzięte. Winne temu są zarówno zdarzenia masowe, wielkie akty plądrowania, ale i osobiste tragedie. Spłonęła biblioteka w Aleksandrii, ale i wdowa po podróżniku Richardzie Burtonie zniszczyła w amoku wszystkie jego niewydane manuskrypty. To wszystko działa na wyobraźnię i rodzi pytania – co tam było, co utraciliśmy?

Najbardziej przykre są oczywiście przykłady sztuki, która została już skatalogowana i była w naszych rekach, a o której wiemy, że zaginęła. I niewiele możemy z tym zrobić.

Mamy zresztą przekonanie, że historyczne dzieła sztuki były znacznie lepsze niż obecne. Zapewne tak jest, ale zdajmy sobie sprawę, że oceniamy jedynie drobny promil wszystkich dzieł artystycznych, które przetrwały do dziś – czyli nie zostały zniszczone, rozkradzione, czy ukryte. Działamy na selektywnej próbie – zapewne takiej, którą ktoś już wcześniej dla nas wyselekcjonował z uwagi na istotne walory artystyczne i szczególnie chronił, by przetrwała.

Zachwycamy się pięknem i solidnością dawnej architektury – zapominając, że oglądamy jedynie najtrwalsze budynki, które miały szczęście przetrwać meandry historii. Tych, które rozpadły się lub zostały celowo wyburzone nie oceniamy. Bo ich nie ma.

Klasyczna muzyka wydaje nam się lepsza niż dzisiejsza, ale słuchamy w kółko jedynie garstkę wybranych, wybitnych utworów, podczas gdy nowa muzyka jest nam puszczana bez żadnych filtrów – dobra, czy zła.

Jest to tzw. „błąd przeżywalności”, temat na osobną historię (Błąd przeżywalności). 

W Pompejach pod 20-metrową warstwą popiołów i gliny znaleziono w XVIII wieku kolekcję ponad 1800 zapisanych zwojów. Te bezcenne Papirusy z Herkulanum są po tragicznej eksplozji Wezuwiusza z 79 r. zwęglone tak bardzo, że nie da się ich odwinąć i przeczytać bez uszkodzenia. Ich treść pobudzała wyobraźnię przez ostatnie 300 lat.

Przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej postanowili niedawno ufundować program pod nazwą „Vesuvius Challenge”, oferując milionowe nagrody dla tych, którzy zwoje te odczytają. Potrzeba było do tego kilku bardzo młodych geniuszy z różnych stron świata („mogłem robić to lub bezmyślnie scrollować TikToka” – wyznał jeden z nich), skomplikowanych technik skanowania oraz technik analitycznych AI, aby odczytać pierwsze słowa.

Oczekiwano pewnie złożonych wzorów i wielkich epopei, ale odczytana treść ujawniła coś innego – epikurejskie teksty o muzyce, jedzeniu i przyjemnościach. Takie, które (uczciwszy proporcje) można znaleźć w dzisiejszych poradnikach.

Z tego punktu widzenia może nie straciliśmy wcale tak wiele.