Ostatnia zamieszczona tu recenzja książki Toma Hodgkinsa – „Jak być wolnym” spotkała się z dużym zainteresowaniem. Trudno się dziwić – temat jest życiowy, ciekawy, a pytanie dobrze postawione. Wszyscy ciągle szukamy właściwej drogi życiowej, chcemy i staramy się ją ulepszać. Pytanie jaką ścieżkę obrać (łac. Quod vitae sectabor iter?) jest przecież stare, jak sama ludzkość.
Ale szukając jej lub krocząc nią warto zdawać sobie sprawę z jednej istotnej kwestii – jakiej drogi byśmy nie obrali, główną przeszkodą, którą na niej spotkamy, będziemy zawsze my sami.
Nikt inny, jak my – z naszymi wadami, złymi nawykami, zafałszowanym postrzeganiem rzeczywistości, naszym ego.
Pamiętasz na pewno tekst tej polskiej piosenki z lat 90-tych XX wieku: „Bywa że nie jestem szczery / Czasem zwyczajnie kłamię / Jestem próżny, pazerny / Dbam tylko o swoje cztery litery / Bywam małostkowy / Cyniczny i bezduszny / Osądzam bez litości / Bez serca i miłości„. A potem był refren i tęsknota za tym, aby być niewinnym i prawdziwym jak postaci z bajek oraz, tak jak oni, pełnym wiary i nadziei. Tacy jesteśmy. I jest ogromna różnica między tym jacy jesteśmy i jacy chcemy być.
Rozwińmy dziś właśnie wątek przeszkód, jakie spotykają nas na drodze do sukcesu czy poszukiwania wolności, o czym zaczęliśmy tu ostatnio rozmawiać. „Ego” będziemy dziś pisać przez duże „E”. Jest w końcu bohaterem poświęconej mu książki.
Zanim odkrył w sobie pisarza i wielbiciela filozofii, Ryan Holiday pracował, jak wielu z nas, w biznesie.
W wieku zaledwie 21 lat był dyrektorem marketingu w notowanej na amerykańskiej giełdzie American Apparel Inc. Ta znana amerykańska firma odzieżowa ostatecznie złożyła wniosek o upadłość, ale zanim do tego doszło, była szeroko znana z prowokacyjnych, kontrowersyjnych, ale i zapadających w pamięć reklam.
Wspomnienia z pracy w światku marketingowym Holiday opisał w swojej pierwszej i od razu głośnej oraz cieszącej się dużym powodzeniem książce z 2012 roku Trust Me, I’m Lying: Confessions of a Media Manipulator (brak polskiego wydania). Niedługo później opisywane przez niego ciemne strony Internetu – fake newsy, czy oszczędnie gospodarujące prawdą sponsorowane artykuły, stały się powszechnie znane i szeroko dyskutowane. Wygrywały wybory i wywoływały Brexit.
Ryan Holiday (rocznik 1987) był także najmłodszym dyrektorem w agencji zajmującej się wyszukiwaniem i promocją talentów w samym Beverly Hills. Sukces biznesowy i finansowy odniósł bardzo szybko. Kiedy był 20-latkiem żył już szybko i intensywnie. Typowy utalentowany high-flyer. I wtedy przytrafiło mu się to, co przydarza się wielu osobom, które najpierw do czegoś dążyły, pracowały ciężko, następnie osiągnęły sukces, a potem stały się jego zakładnikami, zaniedbały przez niego inne dziedziny życia i rozczarowały się nim. Kryzys.
Holiday postanowił wówczas zmienić siebie, swoje otoczenie i swoje zajęcie. Największy wpływ na życie aspirującego pisarza miała w tym czasie współpraca z Robertem Greene, owianym legendą badaczem mechanizmów władzy, strategii i polityki – autorem między innymi głośnych „48 Praw Władzy” (The 48 Laws od Power) z 1998 roku. Książki Greene’a – i trudno o lepszą ich recenzję i zobrazowanie mocy ich oddziaływania – znajdują się na liście książek zakazanych w bibliotekach więziennych w USA.
Działalność pisarska Holidaya zyskała duże uznanie i przyniosła mu, podobnie jak wcześniejsza działalność biznesowa, sukces komercyjny. Ostatnio jego książki są wydawane hurtowo w języku polskim i można je bez problemu znaleźć wśród promowanych ofert. Są dostępne zarówno w wersji drukowanej, jak i jako książki audio. Mówimy tu o takich pozycjach, jak ta dziś omawiana, ale także na przykład druga równie znana: „Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy” (The Obstacle Is the Way: The Timeless Art of Turning Trials into Triumph). Holiday prowadzi także podcast oraz stronę internetową www.dailystoic.com, która propaguje zyskującą ostatnio na popularności starożytną filozofię Stoików.
Od swojego mentora Holiday nauczył się przede wszystkim ilustrowania zawartych w swoich książkach wywodów za pomocą konkretnych przykładów z historii i życiorysów znanych ludzi. Trzeba przyznać, że to bardzo mocna forma ekspresji – bardzo atrakcyjna w lekturze. Korzysta z tej metody narracji we wszystkich swoich kolejnych książkach, które są z jednej strony poradnikami, ale z drugiej książkami biograficzno-historyczno-filozoficznymi. I tym lepiej dla nich.
Holiday napisał tu przy tym książkę osobistą. Taką, którą – jak przyznaje – sam chciałby mieć pod ręką w chwili, gdy stracił w życiu poczucie sensu i kierunku. Szukając inspiracji Holiday zdał sobie w pewnym momencie sprawę, że dziesiątki historii o znanych ludziach, które opowiada także Robert Greene – o pisarzach, artystach, naukowcach, wodzach, filozofach i politykach – to w dużej części opowieści o tych, którzy codziennie musieli zmagać się głównie nie z tyle z przeciwnościami losu, co głównie ze sobą. O tych, którzy aby coś osiągnąć i zostać ostatecznie zapamiętanymi przez historię, musieli dostrzec w swoich działaniach cel wyższy niż tylko pragnienie własnej sławy. I karmienie własnego Ego.
Uznał także wówczas, że najważniejsza i najbardziej inspirująca jest dla niego filozofia stoicka i jej poświęcił odtąd swoje wysiłki. Nie jest w tym zresztą odosobniony, bo choć sama filozofia ma prawie 2,5 tys. lat, to Stoicyzm współczesny (Modern Stoicism) zyskuje na znaczeniu od końca XX wieku. A obecnie, w czasach epidemii i utraty naszej domniemanej kontroli nad otaczającym światem, jest to filozofia której szukamy i szczególnie potrzebujemy.
Przypomnijmy, że filozofia stoicka bazuje przede wszystkim na przekonaniu, że dobre życie to życie w zgodzie z naturą. A im bardziej świat zaczyna przyśpieszać, komercjalizować się, automatyzować i tabloizować, tym trudniej jest nam w ten sposób żyć. Trudniej jest nam żyć w ogóle. Kiedyś było lepiej – myślimy, dlaczego teraz jest nam gorzej, skoro postęp cały czas jakoby ulepsza nasze życie? I wtedy zaczynamy, tak jak Holiday, pragnąć i szukać powrotu do początku i do podstaw.
Zwróćmy bowiem uwagę, że choć jesteśmy dziś, tak nam się wydaje, Panami Świata, to nasze organizmy, nasza fizjologia nie zmieniła się istotnie od co najmniej 10 tys. lat. Gdzieś głęboko jesteśmy dalej myśliwymi i zbieraczami (hunter-gatherers). Jesteśmy maszynami do biegania, najbardziej efektywnymi długodystansowcami wśród wszystkich ssaków, a każe nam się siedzieć cały dzień przy biurku. Lubimy obcować z naturą, a całe życie spędzamy w mieście. Nasz duży i (dziś nie zawsze już) kreatywny mózg wciąż szuka paliwa i węglowodanów, jakby nie wiedział, że są przecież na wyciagnięcie ręki, nie ma już głodu, nie mieszkamy już na sawannie, nie ma sensu niczego magazynować. Mechanizm nagrody, który był nam kiedyś potrzebny aby motywować nas do słusznych ewolucyjnie postaw i zachowań, wpędza nas teraz we wszelakie uzależnienia.
Myślisz, że tak daleko odszedłeś od małpy? Być może zaskoczy Cię więc fakt, że ten wstrząs który czasem budzi Cię gdy zapadasz już w sen to pierwotny odruch (tzw. zryw mikloniczny – od łac. myoclonus) mający uratować Cię przed upadkiem z drzewa zanim z niego zejdziesz do legowiska. Pamiętaj o tym, kiedy patrzysz z wyższością na inne naczelne w Zoo albo śmiejesz się ze swojego psa, który kręci się w kółko przed położeniem się spać. On od tysięcy lat udeptuje w ten sposób wysoką trawę, w której już nie mieszka. Ty robisz dokładnie to samo – w głębi duszy jesteś nadal jaskiniowcem.
Życie w zgodzie z naturą nie jest więc, jak widzisz, specjalnie odkrywczą filozofią. Jest naturalnym wyborem. Zachęcam do powrotu w tej kwestii także do mojego wpisu – „Jak być wolnym„, jeśli jeszcze go nie czytałeś.
A teraz przejdźmy do dzisiejszej książki. „Ego to twój wróg” (Ego is the enemy).
Ryan Holiday stawia w tej książce sprawę jasno – największym wrogiem dla Ciebie jest Twoje Ego. Wzdychasz? Przewracasz oczami? Wydaje Ci się zapewne, że to Ciebie nie dotyczy? Że masz do siebie dystans? Że zawsze kierujesz się racjonalnymi przesłankami? Że nie pozwalasz kierować sobą przez jakieś niskie i samolubne instynkty?
Nie oszukuj się. Jak słusznie mawiał fizyk, noblista i pełen humoru popularyzator nauki, Richard Feynman: „Najważniejsze jest, aby nie oszukiwać samego siebie – a osobą, którą najłatwiej ci będzie oszukać, jesteś właśnie ty sam” (The first principle is that you must not fool yourself – and you are the easiest person to fool).
Jeśli masz ambicje, talent i chcesz dużo w życiu osiągnąć to siłą rzeczy masz w sobie Ego, które Cię do tego napędza. Czy się do tego przyznajesz, czy nie. Przyjdzie natomiast prędzej czy później taki moment, że będzie ono także twoim największym hamulcowym. Warto to sobie uświadomić. I o tym jest ta książka.
Co to jest Ego? To między innymi wiara we własną istotność. Skupienie na sobie i swoich potrzebach oraz celach. A także przekonanie, że wiele nam się od życia należy. Ego przemawia wtedy, gdy mówisz sobie, że sława i rozpoznawalność oraz odpowiednia polityka są ważniejsze niż ciężka praca i solidne, merytoryczne podstawy. Kiedy wydaje Ci się, że możesz ciąć kanty i jakoś to będzie, bo wcześniej zawsze się udawało. Kiedy wydaje Ci się, że jesteś lepszy niż inni. Kiedy czujesz się niesprawiedliwie przez tych innych traktowany. Kiedy wydaje Ci się, że zawsze i wszędzie będziesz odnosił sukcesy. I że jesteś wręcz do nich stworzony.
Uważaj. Zanim się obejrzysz, Twoja pewność siebie zmienić się może w arogancję. Twoja asertywność w ośli upór. A Twoja wiara we własną nieomylność – w niebezpieczną nieostrożność. Zaufaj takim podszeptom, zaufaj temu co mówi Ci Ego, a wkrótce rzeczywistość ściągnie Cię na ziemię nieubłaganie i brutalnie – jak grawitacja.
Co do samej arogancji, cechy często spotykanej u ludzi „sukcesu”, to pamiętaj, że „im wyżej małpa (nomen omen, jak wyjaśniłem wyżej) wchodzi na drzewo, tym bardziej widać jej zadek” – mówi afrykańskie przysłowie. I łatwo z niego spaść.
Holiday ma rację – Ego jest Twoim wrogiem głównie dlatego, że przeszkadza Ci w pełnym rozwoju własnych talentów. Przeszkadza Ci w osiągnięciu mistrzostwa w swojej dziedzinie i byciu kreatywnym. W bezproblemowej i zgodnej współpracy z innymi. W osiągnięciu i utrzymaniu twojego sukcesu. Ściąga na Ciebie niebezpieczeństwa i zaprasza do ataku wrogów. Niepotrzebnie.
Ego tkwi u podstaw zdecydowanej większości problemów (głównie domniemanych), które wydaje Ci się, że w swoim życiu napotykasz. Od poczucia krzywdy, że nie możesz wygrać, kiedy tak bardzo tego pragniesz. Przez wewnętrzny przymus wygrywania cały czas i z każdym, nawet kosztem innych. Aż po to dziwne i niezrozumiałe uczucie, że to co masz i co osiągnąłeś nie spełnia Twoich oczekiwań. Dlaczego? Może winni są inni? Czy na pewno?
Problemem, który powoduje nasze Ego jest, że mówiąc nam, jakoby jesteśmy lepsi, niż jesteśmy w rzeczywistości, de facto odbiera nam z tą rzeczywistością kontakt. Prawdziwy, uczciwy kontakt z otaczającym nas światem. A nie mając z nim kontaktu ani nie zauważymy sygnałów koniecznej poprawy, ani – co nawet ważniejsze – nadarzających się okazji. Jak mamy współpracować z ludźmi, kierować nimi, czy zaspokajać ich potrzeby (a na tym opiera się przecież praca większości z nas), kiedy zamknięci w swoim świecie wcale ich nie rozumiemy? To co mamy, to zatem nie pewność siebie – to złudzenie. A Ego Cię w tym złudzeniu cały czas utwierdza, mówi Ci zawsze dokładnie to, co chcesz usłyszeć. Utrzymuje Cię w komforcie i samozadowoleniu. Dostarczy Ci dowolną ilość wymówek, usprawiedliwień i lekkostrawnych historii na Twój temat. Do czasu.
W dobie internetu Ego nigdy nie miało się zresztą lepiej. Wrzuć zdjęcie na Instagram i czekaj na polubienia. Sto to sukces i zadowolenie przez cały dzień (Ego nakarmione). Zero to życiowa tragedia (Ego podeptane). Drugim problemem jest oczywiście nowoczesna filozofia życia, nastawienie na „ja”, „moje”, „mnie” i „dla mnie”. Dzisiejsze pokolenie to Generation Me – jak określa to w swojej interesującej książce Jean M. Twenge. – Należy mi się wspaniałe życie. Zasługuję tylko na to, co najlepsze. Jestem ponadprzeciętny i lepszy niż inni – oni nie mają smaku, gustu i inteligencji. A ja mam. Naprawdę? Może takie podszepty Ego to właśnie jeden z powodów, dla których to pokolenie jest tak nieszczęśliwe.
Jak wskazuje Ryan Holiday, w życiu są generalnie trzy fazy, jak w fabule dobrej książki (zobacz dla przykładu wykład Kurta Vonneguta na temat tworzenia fabuł – The Shapes of Stories). Najpierw aspirujemy, aż odniesiemy sukces. Potem odnosimy ten sukces. Aż w końcu przegramy lub będziemy chcieli go jeszcze więcej. A potem cykl się powtarza.
Ego jest problemem na każdym z tych etapów – jest wrogiem zdobywania celów, utrzymywania sukcesu i podnoszenia się po porażce. Holiday nazywa to cyklem: Aspire. Sucess. Failure (aspiracje, sukces, porażka) – i na tych fundamentach zbudowana jest konstrukcja jego książki. Poznasz zatem pułapki Ego na każdym z nich. Bo każdy Cię w życiu, w sposób nieunikniony, czeka.
– No dobrze – zauważysz bystrze – A co ze Stevem Jobsem? Co z nim? Na to także Ryan Holiday szybko ci odpowie. Jesteś oczytany, nie bez przyczyny przywołałeś więc przykład ikony kulturowej, miliardera, twórcy nowoczesnej potęgi Apple, ale też najbardziej znanego w biznesie „dupka”. Dużo o tym napisano historii, a Steve Jobs Waltera Isaacson’a to już nowoczesna klasyka biografii. Jobs pomiatał współpracownikami, nie brał odpowiedzialności za swoje zachowania, nie przyznawał się do własnej córki, zwalniał pracowników z satysfakcją i przez większość kariery zajęty był mikrozarządzaniem. Ale, tak nam się wydaje, przez to jaki był (w domyśle: jakim był aroganckim i zapatrzonym w siebie dupkiem), osiągnął niewiarygodny sukces.
Jak natomiast udowadnia Holiday – to „przez to…” to mit. Nikt nigdy nie osiągnął prawdziwego sukcesu żyjąc złudzeniami, będąc skupionym wyłącznie na sobie i nie mając kontaktu z rzeczywistością. Przeciwnie – jeśli zagłębimy się w biografie takich ludzi jak Jobs szybko odkryjemy, że swoje największe sukcesy osiągneli nie wtedy, kiedy doprowadzali do perfekcji bycie impertynentami, ale wtedy, gdy aktywnie i odważnie walczyli ze swoimi złymi cechami i słabościami. Kiedy postanowili się zmienić i dążyli do tej zmiany. Jobs musiał zostać wyrzucony z Apple (sprawiedliwie) przez człowieka, którego wcześniej sam zatrudnił (na pewno znasz tę historię i to, co Jobs mu powiedział, gdy go zachęcał do współpracy – „Chcesz do końca życia sprzedawać słodzoną wodę, czy wolałbyś ze mną zmieniać świat?„), aby zrozumieć po raz pierwszy, że to z nim, a nie z innymi jest coś nie tak. A potem musiał ponieść jeszcze kilka porażek zanim zorientował się, że takie postępowanie prawdziwego lidera jak inspirowanie, delegowanie pracy i wspieranie innych (tak jak w przypadku kolegów z będącego niebywałym sukcesem Pixara) nie tylko niczego mu nie ujmuje, lecz przeciwnie – czyni go tym, kim stać się powinien, aby – jak sam w końcu obiecywał – zmienić świat. Cenimy go dziś za to, że był innowatorem, wizjonerem i inspiracją dla innych. Musiał jednak najpierw wydobyć z siebie te cechy, bo wszystko inne w nim było tylko przeszkodą.
Celem lektury książki Ryana Holidaya, jest: być skromnym i skupionym podczas dążenia do celu, być pełnym gracji po osiągnięciu sukcesu oraz być niezłomnym w przypadku porażki. Tylko tyle i aż tyle. Jak to osiągnąć, dowiesz się z lektury.
Na zakończenie zdradzę Ci jedną tylko opowieść z tej książki. Fantastyczną historię. I zadam Ci, ustami jej bohatera, ważne pytanie.
Snując swoje historie w stylu Roberta Greene’a, Holiday przytacza opowieść o pewnym człowieku, o którym założę się, że nigdy nie słyszałeś, choć w istocie pozostaje legendą.
Człowiek ten, choć w szerokich kręgach prawie kompletnie nieznany, był nie tylko jednym z najlepszych pilotów bojowych (zwanym 40-sekundowym Boydem – dlaczego, przeczytasz), lecz w zasadzie samodzielnie zmienił nowoczesną doktrynę wojenną. Na tę, którą, między innymi, pozwoliła wygrać USA I Wojnę w Zatoce Perskiej. A do tego pomógł przy okazji zaprojektować najlepszy samolot bojowy w historii. A przy kolejnej okazji opisał uniwersalną koncepcję podejmowania decyzji, która znajduje zastosowanie w zarządzaniu, biznesie, sporcie, życiu…
Nigdy nie napisał książki (opublikował w zasadzie jeden zwięzły esej ze swoją teorią), ale prowadził legendarne wykłady, inspirował najwyższych dowódców. Był prawdziwą, choć ukrytą, siłą napędową Pentagonu. Przez 30 lat nie awansował powyżej stanowiska pułkownika, nie nazwano na jego cześć bazy wojskowej, lotniskowca, a nawet krążownika. Ale sposób, w jaki myślał, w jaki pracował i działał nieodwracalnie zmienił świat wojskowy i wpłynął na świat w ogóle.
Był prawdopodobnie najwybitniejszy strategiem XX wieku. Nazywał się John Boyd. I pozostając wiernym sobie, swoją filozofię życiową tłumaczył uczniom tak:
„Młody przyjacielu, któregoś dnia dojdziesz do rozstaju dróg. I będziesz musiał dokonać wyboru, w którą stronę iść. Jeśli pójdziesz w tamtą stronę – będziesz Kimś. Będziesz musiał co prawda iść na kompromisy i nierzadko odwrócić się plecami do swoich przyjaciół. Ale będziesz członkiem Klubu, będziesz awansowany i będziesz dostawał ważne projekty.
LUB możesz iść w tę stronę i zrobić coś ważnego – coś dla Twojego kraju, Twoich Sił Powietrznych i dla siebie. A kiedy podejmiesz decyzję, że chcesz to zrobić w taki sposób, to istnieje niestety ryzyko, że nie będziesz promowany i nie dostaniesz ważnego projektu, a na pewno nie będziesz faworytem swoich przełożonych. Ale nie będziesz musiał iść na kompromis. Pozostaniesz szczery i prawdziwy wobec Twoich przyjaciół i wobec samego siebie. A Twoja praca będzie miała znaczenie i zmieni świat wokół Ciebie.
Być Kimś czy zrobić Coś. Prędzej czy później życie zmusi Cię do podjęcia takiej decyzji. Być czy działać”.
Którą drogę wybierzesz?
Ocena książki: 8/10
Ryan Holiday – „Ego to twój wróg” (Ego Is the Enemy)